Strony

niedziela, 1 kwietnia 2012

"Passa" - Daniel Passent

Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Data wydania: styczeń 2012
Liczba stron: 447
Przyznam szczerze, że wcześniej miałam prawie znikome pojęcie o tym kim jest Daniel Passent. Nazwisko kojarzyłam, ale tylko ze względu na jego córkę Agatę, która dość często gości w "Dzień Dobry TVN". Pewnego dnia, była właśnie wraz z ojcem w tym programie śniadaniowym, gdzie pan Daniel promował swoją książkę. Wydała mi się całkiem ciekawa, gdyż autor przeżył II wojnę światową, a lubię książki, które poruszają te czasy, więc pomyślałam, że może warto po nią sięgnąć. W luźnej rozmowie z kuzynką, okazało się, że kupiła i właśnie przeczytała tę pozycję, więc pożyczyłam ją od niej.

Nie mam żadnych kompetencji, aby oceniać Passenta pod jakimkolwiek względem. Uważam, że nie mam nawet takiego prawa. Po prostu napiszę jakie wrażenie wywarł na mnie po tym, jak zapoznałam się z jego autobiografią, a raczej szczerą rozmową z Janem Ordyńskim. Ile jest prawdy w tym, jak przedstawia się sam autor - nie wiem i nie będę w to dogłębnie wnikać. Piszę na podstawie tego, co przeczytałam.
 
Daniel Passent urodził się w żydowskiej rodzinie w 1938 roku. W odróżnieniu od swoich rodziców, udało mu się przeżyć Holocaust - został "przechowany" u pewnej rodziny. Po wojnie zaopiekowali się nim Prawinowie (wuj i ciotka).

Passent to bardzo wykształcony człowiek - studiował na UW, a ponadto w Petersburgu, Princeton oraz na Harvardzie. Swoją pracę dziennikarską rozpoczął najpierw w "Sztandarze Młodych", aby następnie związać się na kilkadziesiąt lat z "Polityką" - ta miłość trwa do dzisiaj. Passent słynie głównie z felietonów, aczkolwiek w swojej karierze przygotowywał również reportaże i przeprowadzał wywiady z wieloma bardzo znanymi osobami. Do tego, przez 5 lat pełnił funkcję polskiego ambasadora w Chile. Był również wojennym korespondentem, autorem skeczy oraz prowadzącym autorski program w telewizji. W swoim dorobku ma też kilkanaście książek.
 
 "Passa" jest przedstawiona w formie rozmowy Daniela Passenta z Janem Ordyńskim. Dotyczy ona wielu tematów - od tych ogólnych do szczegółowych, a nawet intymnych. Podoba mi się to, iż Passent jest bezpośredni i otwarty. Przynajmniej takie wrażenie wywarł na mnie po lekturze tej książki. Nie stara się przedstawiać siebie w jak najlepszym świetle, a nawet przyznaje się do wielu błędów, które popełnił w swoim życiu. Szczerze mówi o tym, co zrobił źle i czego żałuje. Dzieli się z czytelnikami tym, co go cieszy, boli, weseli i smuci.
 
Książka zawiera 26 rozdziałów, spis wydanych już książek Passenta, spis osób wspomnianych w książce oraz zdjęcia. Oczywiście, jedne rozdziały podobały mi się bardziej, drugie mniej. Szczególnie wczytywałam się w te, które dotyczyły jego dzieciństwa, wczesnej młodości, stosunków z rodziną i teraźniejszości. Mniej przypadły mi do gustu rozdziały, w których krążyło mnóstwo nazwisk i dat, od których można dostać nie tylko oczopląsu, ale i bólu głowy. Trafiłam na kilka ciekawostek, które pobudziły moją ciekawość w dość dużym stopniu.

Być może jest to powód ze wstydu (ze względu na moją niewiedzą), ale dopiero dzięki tej książce dowiedziałam się, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, że Agnieszka Osiecka nadużywała alkoholu i nie zgadzała się na podjęcie leczenia. Ponadto, zostawiła swoją kilkuletnią córkę Agatę pod opiekę Passentowi, dzięki któremu ich wspólne dziecko "wyszło na ludzi". Owszem, nigdy wcześniej nie zagłębiałam się zbyt szczególnie w historię życia Osieckiej, ale wiele informacji o niej, tak mnie zaintrygowały, iż mam ogromną ochotę na zapoznanie się z jej książkami i jakąś dość rzetelną biografią, o ile taka istnieje. Przyznam, że Osiecka była mi głównie znana jako kobieta pisząca teksty piosenek, chwytających za serce mnóstwo osób, w tym również mnie.

Za to wzburzyło mną to, iż Passent popiera wydłużenie okresu pracy o kilka lat i przesunięcie wieku emerytalnego, ponieważ:
przejście na emeryturę po prostu nie jest przyjemne, bo przypomina o starości i o tym, że teraz już nie ty, ale inni decydują - pracownik czy emeryt?
No tak, ciekawe jak patrzyłby na tę sprawę, gdyby przez kilkadziesiąt lat był pracownikiem fizycznym, a nie umysłowym? Gdyby zarabiał marne grosze za ciężką, męczącą pracę, a nie niezłe pieniądze za pisanie, delegacje itp. Oczywiście, nie mam w zamiarze obrażać osób pracujących umysłowo, aczkolwiek uważam, że jednak fizyczna praca jest zbyt męcząca, aby ludzie w starszym wieku mieli jeszcze pracować, jakby nie napracowali się przez wszystkie swoje wcześniejsze lata..

W książce jest mnóstwo wątków dotyczących jego pracy w "Polityce", która momentami przypadała na bardzo burzliwe czasy. Niektórzy wiele zarzucali Passentowi, a co on na to? 
Byłem przystosowany. Wybierałem to, co uważałem za możliwe, a nie to, co czułem, że jest słuszne. 
Nie wierzyłem, że można wybrać się z motyką na słońce.

W mediach krążą różnorodne opinie o Passencie, ale ja nie mam zamiaru ustosunkowywać się do żadnej z nich, gdyż nie tylko nie znam tego człowieka osobiście, ale i nigdy wcześniej nie interesowałam się nim na tyle, żebym mogła mieć wyrobioną opinię na jego temat.

Ogólnie książkę uważam za całkiem niezłą, chociaż przeszkadzały mi pojawiające się literówki oraz dość liczne nawiązania do zdarzeń, które były przytaczane już wcześniej.

Tak na koniec, dla rozluźnienia podaję pewien dowcip, który opowiedział prof. Melvin Tumin na pewnym seminarium, na którym był obecny Passent. Być może nie jest on za specjalnie śmieszny, 
ale u mnie wywołał uśmiech podczas czytania:
W pewnej celi więziennej - mówił - więźniowie znali już wszystkie swoje dowcipy na pamięć, więc je ponumerowali. Wystarczyło, że ktoś powiedział '35', i wszyscy pękali ze śmiechu. Pewnego dnia trafił do celi nowicjusz, który nie rozumiał, dlaczego pozostali więźniowie porozumiewają się numerami. Też powiedział '35', ale nikt się nie zaśmiał. 
- 'Dlaczego, jak ja mówię '35', to nikt się nie śmieje?' - zapytał. 
- 'A, bo ty nie umiesz opowiadać dowcipów' - odpowiedział mu jeden z więźniów.

11 komentarzy:

  1. Hej, przeczytałam tę recenzję na LC i uważm ją za rewelacyjną. Bardzo szczera i prawdziwa. Pozdrawaiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za książkami w formie dialogów, wywiadów. O Danielu Passetcie, też nigdy wcześniej nie słyszałam (o jego córce również :)), więc daruję sobie tę pozycję.

    Przed przeczytaniem "Szeptem" również widziałam wiele pochlebnych opinii na temat tej powieści. Myślałam więc, że będę miała do czynienia z naprawdę fantastyczną historią, no niestety zawiodłam się :) Jednak dla relaksu, jak najbardziej ta powieść się nadaje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka raczej nie dla mnie, odpuszczę ją sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za odwiedziny i z wielką chęcią też dodaję twojego bloga do obserwowanych. Też w pisaniu raczkuję od marca, więc jesteśmy we dwie.Byle do przodu:)Mnie trudności sprawia ustawienie bloga , dziś dopiero wykumałam jak wstawić LC ,jeszcze musze dojść do techniki wykonania tego paska , gdzie ty masz współpraca itd.
    Wysłałam również zaproszenie na LC
    Mnie zachęciłaś do przeczytania PASSA.
    POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  5. Z jednej strony dosyć ciekawa to postać, a z drugiej coś mnie nie ciągnie do tej książki. Ale kto wie, może kiedyś przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Żywię podobne wrażenie do tej książki, co moja poprzedniczka, ale myślę, że musiałabym wcześniej zapoznać z samą postacią, by móc sięgnąć po książkę autobiograficzną. Bo czytamy w zasadzie tylko o ludziach kontrowersyjnych, światowych, podziwianych, owianych nutką tajemnicy, ale nie przecież zupełnie tajemniczych! A ów pan dla mnie właśnie taką postacią jest.
    Bardzo dobra recenzja, poruszyłaś najważniejsze kwestie, nie ma mowy o zanudzeniu przeciętnego czytelnika. Poza tym zawarłaś w niej burzliwą kwestię wieku emerytalnego i muszę przyznać, że się z Tobą zgadzam. Nawet, jeśli ktoś nie będzie pracował na budowie, a np. w księgarni, to też wcześniej czy później (ale zdecydowanie wcześniej, tym bardziej, że taki rodzaj pracy, znaczy się, w takim miejscu, wybierają osoby o zainteresowaniach związanych z literaturą, więc to się wiąże z częstym czytaniem, obciążonym kręgosłupem itd.) będą mniej żwawe i na pewno też będą narzekać, że tak długo pracują. Poza tym to nie rozwiąże problemu, jakim jest brak kultury w naszym państwie u młodzieży czy sam wzrost populacji, bo kiedy znaleźć czas na wychowanie dzieci? Ale to tylko takie moje przemyślenia:)
    Widzę, że zaczynasz, ale blog wygląda naprawdę ciekawie, pastelowe barwy, wszystko stonowane... Czy sama wykonywałaś szablon? Chciałabym się dowiedzieć, czy sama ustawiłaś to zdjęcie z taką ładną otoczką dookoła... Jeśli tak, czy mogłabyś napisać do mnie, jak się coś takiego robi? Będę wdzięczna. Jedyny minus (a w zasadzie dwa), jakie zauważam na chwilę obecną, to wyśrodkowanie tekstu, co wygląda nieestetycznie i zbyt mała czcionka, jest naprawdę malutka. Poza tym nie widzę większych zastrzeżeń, co więcej, widzę, że inni również są tego zdania - tak mało notek, a tylu obserwatorów! To się chwali.
    Pozdrawiam serdecznie, Herma.
    P.S. Skasuj kod, ułatwisz komentowanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. O książce dowiedziałam się dopiero z Twojej recenzji. Jak wpadnie mi w ręce, z chęcią dam jej szansę:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Łał. No muszę przyznać, że Twoja recenzja jest nie tylko zachęcająca, ale również bardzo wnikliwa. Zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! Starałam się zrobić to dość wnikliwie, a czy udało mi się to już nie mi oceniać. :)

      Usuń
  9. Dzięki Tobie zwróciłam na nią uwagę, bo wcześniej o niej nie słyszałam ;) Twoja recenzja mnie zachęciła i naprawdę chętnie sięgnę po lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo zachęcający tekst , ja też nie wiedziałam o problemach p.Osieckiej i nigdy bym nie przypuszczała że takowe miała.
    Dowcip super, mnie też rozbawił :)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...