Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro - Karolina Domagalska

Wydawnictwo: Czarne
Seria/cykl: Reportaż
Data wydania: 18 lutego 2015
Liczba stron: 208

W naszym kraju in vitro jest tematem budzącym wiele kontrowersji, a także stawiającym mnóstwo pytań, na które niełatwo jednoznacznie odpowiedzieć. Każdy ma prawo do wyrażenia własnego zdania na ten temat, o ile nie stara się na siłę przekonać kogoś, że zupełnie nie ma racji, a do tego nie zna życia i jest pozbawiony jakiejkolwiek wiedzy czy wyższych uczuć. Jedno jest pewne - łatwo stawiać wyroki, kiedy samemu nie miało się większych problemów z zajściem w ciążę...

Agnieszka od zawsze marzyła o posiadaniu sześciorga dzieci, które byłyby jej oczkiem (i to nie jednym) w głowie. Niestety los bywa bardzo przewrotny, często toczy się zupełnie innym torem, niż byśmy tego oczekiwali. Kobieta po nieudanym małżeństwie nie potrafiła znaleźć odpowiedniego partnera nadającego się na dłuższy związek, a tym bardziej wychowywanie wspólnego dziecka. Z tego względu Agnieszka zdecydowała się na in vitro - aktualnie ciesząc się 3-letnią córeczką Anią, a do tego planując kolejnego maluszka. Nie może pozwolić sobie na ciążę bez poważnej ingerencji, ponieważ cierpi na poliendokrynopatię (jej organizm wytwarza antyciała atakujące tarczycę, trzustkę oraz jajniki), chorobę Hashimoto, w wieku dwudziestu lat przeszła przedwczesną menopauzę, a do tego posiada dość znaczną nadwagę.

Życie Agnieszki przypomina grę Tetris. Klocki o różnych kształtach spadają z góry, trzeba je szybko umiejscowić tak, żeby dopasowały się do reszty i zrobiły miejsce dla nowych. Odkąd urodziła się Ania, klocki przyśpieszyły, Agnieszka przeszła do kolejnego etapu, ale nie nadąża. Jeden nieprawidłowy ruch i klocki spadają bezładnie jeden na drugi, zlepiają się jak jej krwinki czerwone i blokują oddech. *

Postronni obserwatorzy mogliby stwierdzić - jesteś młoda; jeszcze znajdziesz odpowiedniego mężczyznę; wyluzuj, wszystko w swoim czasie. Niestety kobieta, tak jak wiele innych w aktualnych czasach, ma problemy zdrowotne, które utrudniają, a niejednokrotnie uniemożliwiają, zajście w ciążę w sposób naturalny. Czy to od razu oznacza, że kobieta jest mniej wartościowa i, skoro jej organizm nie pozwala na ciążę, to ma zrezygnować z posiadania upragnionego dziecka? Jak można oceniać kogoś po tym, że pragnie potomstwa? Najwięcej do powiedzenia mają ci, którym wystarczyła chwila uniesienia, aby doszło do zapłodnienia. Szczęściarze... którzy nie powinni dyskredytować tych, którzy takowego farta nie mają.

Pokuszę się o stwierdzenie, iż bezpłodność oraz niepłodność (tak, to dwa różne pojęcia medyczne!) to błyskawicznie postępująca choroba cywilizacyjna, o której nie było tak głośno kilkadziesiąt lat temu. Chroniczny stres, nieustanny pęd za wszystkim, sztucznie modyfikowana żywność czy zanieczyszczenia powietrza i wody sprawiają, że nasze organizmy przestają funkcjonować tak, jak należy. Niestety skutki bywają opłakane, a problemy z zajściem w ciążę mogą dotknąć również młodych ludzi, wydających się idealnymi okazami do bycia mamą i tatą.

Pierwsze dziecko poczęte w Polsce przy wykorzystaniu metody in vitro urodziło się 12 listopada 1987 roku w Białymstoku, co napawa mnie dumą, bo to "moje" miasto. W tych czasach zapłodnienie pozaustrojowe było wykonywane nieodpłatnie, jednak od 1991 roku wymaga ono ogromnych nakładów pieniężnych ze strony potencjalnych rodziców. W naszym kraju problemem jest brak regulacji prawnych dotyczących medycyny reprodukcyjnej. Ponadto ogrom osób przeciwnych in vitro wytacza solidny argument jakoby zarodki były niszczone w klinikach. Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy, że większość klinik wymaga zgody rodziców na opłacanie przechowywania zamrożonych zarodków - kiedy pieniądze przestaną wpływać, to lekarze mają prawo przekazać zarodki do adopcji prenatalnej, a nie do niszczenia ich! Niektórzy również nie mają pojęcia o istnieniu ministerialnego programu, który wprowadził ograniczenie liczby zapładnianych komórek jajowych do sześciu (u młodych kobiet) bądź niewielu więcej (u kobiet starszych po trzeciej próbie leczenia). Cóż poradzić na te niesprawiedliwe życie - jednym wystarcza jedna impreza, aby doszło do zapłodnienia, a innym nie udaje się po kilkunastu latach starań...

Przeciwnicy in vitro argumentują swój wybór, zarzucając, że jest to projektowanie dziecka, z czym nie do końca można się zgodzić, wszak większość cech i umiejętności zależy od środowiska wychowawczego, a nie od tego, z jakiego nasienia skorzysta kobieta... Ponadto, czy przypadkiem nawiązując bliższą relację z mężczyzną, nie wybieramy go na podstawie wyglądu czy cech charakteru, mając gdzieś z tyłu głowy myśl, iż byłby dobrym potencjalnym ojcem naszych dzieci? Zatem, jak możemy obwiniać kobiety, korzystające z zapłodnienia pozaustrojowego, o to, że chcą stworzyć sobie idealne dziecko? Nie trafiają do mnie również stwierdzenia typu: przecież tyle dzieci czeka w domu dziecka, zaadoptuj jakieś i daj mu szczęśliwy dom. Okej, w porządku, to dlaczego Ty, posiadając własne dzieci, nie weźmiesz pod opiekę potrzebującego, biednego i smutnego malucha, który z pewnością będzie Ci wdzięczny za to? Błagam, nie bądźmy hipokrytami... 

Nie będę wchodzić w dyskusje z osobami, które są stanowczo na nie, jedynie dlatego, że są utwierdzone w przekonaniu, że to nieetyczne bądź niezgodne z ich wiarą. Uważam, że porozmawiać o tym można z kimś, kto głębiej wszedł w temat i poznał zarówno zdanie za, jak i przeciw, a do tego podaje konkretne i racjonalne argumenty oparte na faktach, a nie tym, co gdzieś się usłyszało czy przeczytało, a w zasadzie jest zupełnie wyrwane jest z kontekstu. Nie cierpię prowokacji oraz rzucania półsłówkami, aby tylko zdenerwować tych, którzy mają pełną świadomość tego, iż niekiedy in vitro jest jedyną możliwością posiadania dziecka.

Zatem może czasami warto wziąć sobie do serca przysłowie, według którego mowa jest srebrem, a milczenie złotem i nie oceniać ludzi, kiedy nie posiada się zielonego pojęcia o tym, co przeszli w swoim życiu, a także ile wysiłku wnieśli w to, aby w ich domu można było usłyszeć śmiech dziecka...

* cytat ze str. 8

Książka bierze udział w wyzwaniach: Pod hasłem, Polacy nie gęsi oraz Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,9cm).

32 komentarze

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Bez wątpienia sięgnę po tę książkę, bowiem interesują mnie tego typu publikacje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ciekawości sięgnę. Ostatnio byłam na wykładzie amerykańskiego profesora o in vitro. Facet w USA jest w stowarzyszeniu zajmującym się bioetyką. Wyłożył to wszystko w fajny sposób, w Polsce taka spokojna debata jeszcze długo nie będzie miała miejsca, bo w Polsce za in vitro są słudzy szatana, a przeciw zacofani katole...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Owszem, jestem katoliczką, ale też wiem, jak człowiek potrafi pragnąć dziecka i jakie przykre jest to, że pomimo wszelakich starań nie udaje się mu...

      Usuń
    2. najsmutniejsze jest to, że to iv vitro tak często zawodzi. Facet omawiał statystyki... niewyobrażalne. Na pewno pragnienie dziecka przy niemożności poczęcia jest koszmarem

      Usuń
    3. Niestety niekiedy trzeba wiele bardzo kosztownych prób, aby się udało... a nie oszukujmy się - to "wciąga", więc kiedy nie uda się za pierwszym razem, to pragnie się jeszcze raz i jeszcze... :(

      Usuń
    4. Ja nie mam instynktu macierzyńskiego, ale wiem jak działa wiara. Jak się człowiek nastawia, że w moim przypadku się uda, na pewno. Ten profesor opowiadał nam, jaki biznes robi się z tego w USA, handel jajeczkami, surogatki. Ale sama nie mówię nie, nie potępiam. Jeżeli się wyeliminuje te negatywne zjawiska, zabijanie, wynajem, handel - why not. Jeśli kogoś stać. Bo z zabijaniem dzieci nie chodzi o niszczenie zarodków zamrożonych, a to że tworzy się pięć zarodków i wszczepia, wiedząc, że część z nich obumrze.
      Ale tak jak mówię nie mówię tak nie mówię nie. WIem o tym za mało, nie byłam nigdy w sytuacji, że mój organizm powiedział MUSISZ mieć dziecko

      Usuń
    5. Wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Co do obumarcia zarodków - to często zdarza się i przy 'normalnym' zapłodnieniu, przecież mnóstwo kobiet traci dzieci nawet o tym nie wiedząc, bo zarodek/płód/dziecko jest jeszcze tak mikroskopijne, że kobieta myśli, iż dostała spóźnioną miesiączkę, a nie utraciła dziecko...

      Usuń
    6. Tak, ale mimo wszystko wszczepianie zarodków ze świadomością że przeżyją nie wszystkie, zresztą z tego co kojarzę już przy wyborze jajeczek jest jakaś selekcja, to co innego.
      Sylwia, ogólnie ja się z Tobą zgadzam, dostrzegam dramat poronień i wszystko, ale in vitro jest ogromną ingerencją w organizm kobiety, która decyduje się na zabieg, z niską skutecznością i bez znajomosci możliwych powikłań, które do końca nie są zbadane

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa książka. Sama jestem całym sercem za in vitro, bo wiem jak ogromne może być pragnienie posiadania własnego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludziom tak łatwo oceniać, wyrokować... A powinni przeczytać właśnie tę książkę. Wszyscy ci, którzy nie mają w sobie empatii. Zapisuję tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podpisuję się pod każdym Twoim zdaniem, szczególnie tymi wytłuszczonymi, obiema rękami i wielkimi literami. Jesteśmy tego samego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy temat, chętnie sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. To również prawie moje miasto i mój rocznik. Mnie drażnią politycy zabierający głos na ten temat, bo generalnie nie mają swojego zdania, tylko mówią to co wyznaje cała partia. Ciekawe co by jeden i drugi powiedział gdyby jego żona/córka znalazła się w takiej sytuacji:( Ponoć wolny kraj..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteśmy "sąsiadkami"! ;-) Z moich obserwacji wynika, że każdy lubi wyrokować i oceniać, dopóki dana sytuacja nie przydarza się jemu - wtedy nagle zmienia swoją opinię o 180 stopni. :)

      Usuń
  8. Bardzo ciekawa pozycja, muszę ją poznać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. To smutne, że akurat o in vitro najwięcej mają do powiedzenia faceci w kieckach albo ci, którzy sami nie mają dzieci. Ja nikogo nie oceniam i nie ukrywam, że popieram tę metodę, jeśli ma ona komuś pozwolić na spełnienie marzenia o dziecku. Co do samej książki - fajnie, że coś takiego zostało wydane, choć nie ma co liczyć na to, że książka ta wpłynie w jakiś sposób na zatwardziałych przeciwników. Na takich nie ma siły, choćbyśmy podawali najbardziej racjonalne i rzeczowe argumenty, i tak będą się zakrywali moralnością i wiarą. Bo przecież tylko oni mają prawo do wiary w Boga i oceniania "bezbożników"... To Polska przecież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety... przykro mi, kiedy niektórzy nawet nie przyjmują do siebie racjonalnych argumentów, bo są na NIE i koniec.

      Usuń
  10. Temat in vitro jest tematem kontrowensyjnym, ale ważnym (szczególnie dla mnie z racji zawodu i przyczyn osobistych). Nie uważam że to coś złoego - każdy ma prawo do szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Temat publikacji bardzo mnie interesuje, więc na pewno prędzej czy później po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bez czytania recenzji wiem, ze tę książkę z chęcią bym przeczytała, bez żadnej reklamy.

    OdpowiedzUsuń
  13. I bardzo dobrze, że takie książki powstają. Ten głos w dyskusji o in vitro jest bardzo potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyznaję, że ta książka od jakiegoś czasu strasznie za mną chodzi. Dość kontrowersyjny temat, a ja takie lubię. Szczególnie, że nie mam nic do in vitro. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z wszystkim, co napisałaś.
    To chore, że ludzie mają prawo oceniać kogoś, skoro sami nie byli w takiej sytuacji i nie wiadomo, jakby się zachowali. Ja nie widzę problemu w in vitro. Jestem osobą wierzącą i uważam, że Bóg po coś dał ludziom technologię, postęp, naukę - jeśli nie chciałby, żeby dzieci z in vitro powstawały na pewno dałby o tym znać. Dla niektórych par nie ma innego wyjścia i co wtedy mają zrezygnować z posiadania dziecka? Bo społeczeństwo tak chce, bo kościół się wtrąca? Nie rozumiem tego.
    Poza tym przy naturalnym planowaniu rodziny też można sobie wszystko "zaprogramować" - czy chłopiec, czy dziewczynka w zależności od tego, która połowa cyklu, etc. Jedna z moich byłych koleżanek chwaliła się, że właśnie rodzice ją poczęli w taki dzień, aby była dziewczynką i urodziła się w danym dniu i zgodziło się to niemal, co do godziny. Więc jeśli ktoś mówi, że dzięki in vitro można wybrać płeć i wygląd dziecka to naprawdę jest hipokrytą.
    A książka oczywiście obowiązkowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne i mądre słowa! Również jestem katoliczką, ale uważam, że każdy ma prawo do szczęścia. Nigdy nie słyszałam o tym, aby Jezus kiedykolwiek stwierdził, że dzieci mogą zostać poczęte jedynie naturalnie, bez jakichkolwiek wspomagaczy.
      Co do naturalnego planowania rodziny - akurat możliwość zaplanowania płci to raczej szczęśliwy zbieg okoliczności, ale na pewno jest to duża radość, kiedy trafi się idealnie! ;-)

      Usuń
  16. Zawsze chciałam przeczytać tę książkę. Teraz chcę jeszcze bardziej

    OdpowiedzUsuń
  17. W mojej ocenie to bardzo ważna książka. Książka jest świetnie skonstruowana; rzetelna część merytoryczna przeplatana jest częścią intymną, historiami zmagań osób i rodzin, które walczą o byciem rodzicem. Momentami chwytająca za serce i gardło, momentami budząca wielkie zdziwienie. Gdy czytając część merytoryczną wyrabiam sobie zdanie na jakiś temat, autorka bombarduje mnie dramatem konkretnej osoby. Pochylam się nad jej historią, nad cierpieniem i już wcale nic nie jest białe lub czarne. Ujął mnie sposób wytłumaczenia dziecku, że nie zostało poczętę "naturalnie": jak chcesz mieć dziecko, to musisz mieć jajo od kobiety i nasionko od mężczyzny, ale nasionko taty było nieżywe, więc pożyczyliśmy od dziadka. Gdy przetłumaczy się to na język dzieci brzmi to rozsądnie. Proste, prawda? Wiem tyle, że rozwiązania prawne, zakazy w kraju ojczystym niczego nie zmieniają. W takich wypadkach przychodzi z pomocą Internet i otwarte granice, kwitnie turystyka medyczna. Koszty nie są ważne. Ważne, by urodziło się dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... dlatego czy nie lepiej byłoby pozwolić na to, aby ludzie mogli starać się o dzieci we własnym kraju, zamiast wyjeżdżać poza jego granice, aby kolokwialnie mówiąc - "dawać zarobić cudzym"?

      Usuń
  18. Do tej pory ja również byłam przeciwniczką tej metody. Jednak po Twojej recenzji zaczęłam głębiej się nad tym zastanawiać i chyba nie mam już zdania. Sama nie wiem. Powinnam sięgnąć po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diano, w takim razie cieszę się, że moja opinia wprawiła Cię w konsternację i jednak skłoniła do przemyśleń... Sięgnij koniecznie po książkę! :)

      Usuń
  19. Szukam tej książki... Choć mam określone poglądy, to jednak chcę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Niesamowity tytuł, Twoja recenzja jeszcze lepsza :-) Z pewnością muszę sięgnąć po te książkę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.