Marysia i Boże Narodzenie, Marysia na zakupach - Nadia Berkane, Alexis Nesme

Tytuł oryginałuC'est Noël! / Bébé Koala fait les courses
Wydawnictwo: Debit
Seria/cykl: Misia Marysia
Data wydania: 2013 / 2015
Liczba stron: 20 / 20

Od dawna jestem na bieżąco z literaturą dziecięcą, głównie za sprawą mojego brata zakochanego w książkach. Jednak ze względu na poważny wiek, czyli całe 8 lat, mojego brata przestały interesować książeczki dla maluchów, zatem zostałam niejako zmuszona do samotnego poznawania kolejnych tytułów. Na szczęście nieustannie mogę to robić - po pierwsze mam kilkumiesięczną chrześniaczkę, która zapewne po mamie i chrzestnej polubi literaturę, a do tego w lutym wydam na świat kolejnego małego czytelnika, a przynajmniej mam taką nadzieję. Zatem kiedy na horyzoncie pojawiają się jakiekolwiek okazje do poznania nowych historii przeznaczonych dla dzieci, ogarnia mnie radość i niepohamowana ciekawość, którą muszę zaspokoić. Tym razem przyszedł czas na poznanie cyklu o Misi Marysi.

Marysia i Boże Narodzenie to opowieść o przedświątecznych przygotowaniach, które wyglądają podobnie w większości domów na całym świecie. Ubieranie choinki, czekanie na prezenty czy przygotowywanie smacznych potraw to typowe czynności, jakich podejmujemy się każdego roku. Niemal identycznie sytuacja wygląda w domu Marysi - z tą różnicą, że jej chomik Gryzek okazuje się ogromnym łakomczuchem, który pragnąc spotkać Świętego Mikołaja, wyjada pierniczki powieszone na choince. 



Marysia na zakupach to opowieść o wyprawie do sklepu, która nie przebiega dokładnie tak, jak powinna. Marysia wraz z chomikiem nieustannie dorzucają do koszyka różnorodne słodkości, co zaczyna mocno złościć rodziców. Poza tym, jak to w dużych sklepach bywa - oddalenie się od rodziców wymaga jedynie chwili, a odnalezienie ich bywa bardzo czasochłonne



Obie książeczki są bardzo krótkie, liczą zaledwie 20 stron, a w tym na co drugiej z nich znajdują się ilustracje. Z tego względu przygody Misi Marysi stanowią idealną lekturę dla dzieci, które rozpoczynają naukę czytania - litery są bardzo duże i wyraźne, a na dole każdej kartki widnieją pojedyncze elementy wyodrębnione z większego obrazka. Pozwala to nie tylko na odszukiwanie ich, ale również umożliwia naukę pojedynczych słów i czytanie ich poprzez literowanie bądź sylabizowanie. 

Niestety moją uwagę przykuł brak wyjustowania tekstu, czego bardzo nie lubię. Brak wyrównania nie tylko wygląda niezbyt profesjonalnie, ale dodatkowo niekiedy przeszkadza w czytaniu. Poza tym kwestią dyskusyjną w odbiorze może okazać się stylistyka ilustracji - podejrzewam, że bardziej do gustu przypadnie dzieciom, które przyzwyczajone są do komputerowych obrazków i mocnej kolorystyki. Większość dorosłych może czuć się nawet zniesmaczona takim wyglądem książeczek, ze względu na przyzwyczajenie do zupełnie innej estetyki. Osobiście podoba mi się różnorodność i wyrazistość barw, chociaż wolę nieco prostsze ilustracje. Zdecydowanie mocniej zawiodły mnie historie, które urzekają prostotą, ale negatywnie zaskakują brakiem konkretnej puenty, a nawet wyraźnego motta, jakie można byłoby wynieść z danej opowieści. 

Powyższe przygody Misi Marysi świetnie wprowadzają w świąteczny klimat. Ten cykl książeczek mogę polecić osobom mającym w swoim otoczeniu maluszki uwielbiające słuchać bajek. Podejrzewam, że perypetie Misi Marysi oraz jej uroczego chomika przypadną do gustu dzieciom, a rodziców zainspirują do poprowadzenia dyskusji ze swoimi pociechami na różnorodne tematy, mniej lub bardziej, związane z tematyką danej książeczki. 

Książki biorą udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (0,6cm).

P.S. Pragnę zaprosić Was na konkurs u Ejotka, gdzie można wygrać intrygującą trylogię - świetny prezent świąteczny dla kogoś bliskiego! :)

18 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Ha, świetny pomysł. Choć moja Zosia za bardzo jeszcze nie rozumie co jej czytam, ale to nie ważne ;) Zrozumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro ja czytam Jasiowi w brzuchu, to myślę, że jednak Zosia rozumie zdecydowanie więcej! :P

      Usuń
  2. Jak fajnie zabrzmiało "wydam na świat nowego czytelnika" :D. Przy takiej mamie z pewnością pokocha książki, bo podejrzewam że szybko zapoznasz maleństwo ze światem literatury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syn jeszcze w brzuchu, a ja już czytam mu książki, więc myślę, że od urodzenia obracając się wśród książek, samoistnie je pokocha. :)

      Usuń
  3. No to życzę zdrówka dla przyszłej mamusi i małego czytelnika w brzuszku 😉 myślę że kolory w bajeczce mogą bardzo zainteresować malucha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękujemy, aby nie zapeszyć! ;-)

      Usuń
  4. Misia Marysia! Znamy! Wiesz, mnie te ilustracje też jakoś szczególnie nie urzekły, ale za to Tymek uwielbiał:) Wiadomo, dzieci mają swoje poczucie piękna hihihihii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! My, dorośli, często lubimy prostotę, a dzieci aktualnie mają inne poczucie estetyki... i dobrze! :)

      Usuń
  5. Obie książeczki są urocze i świetnie wydane, szczególnie podobają się ilustracje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilustracje są na pewno wyjątkowe i rzadko spotykane. :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Święta zbliżają się wielkimi krokami, więc warto je sprawić maluchom w rodzinie. :)

      Usuń
  7. Przepiękne wydanie. Muszę je mieć. Moje pociechy będą zachwycone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam z niecierpliwością na Wasze wrażenia po lekturze! :)

      Usuń
  8. Od dawna mam na uwadze tę serię, ale jakoś zawsze mi wyleci z głowy. Muszę koniecznie kupić te dwie książeczki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Spotkałam się już z innymi książkami o Misi Marysi i muszę przyznać, że nie jest to najlepszy wybór na lekturę dla dziecka. Otóż historie są tak banalne i nudne, że zainteresują tylko maluszki. Więc jeśli starszaka (5-6 lat) te historie nie wciągną, to po co pojawiają się tam te nieszczęsne pojedyncze obrazki ułatwiające czytanie..? W dodatku wyrazy wybrane do samodzielnego czytania absolutnie nie ułatwiają zadania, ponieważ nie są najczęściej rzeczownikami w mianowniku, a na dodatek pojawiają się tam trudne literki, np. dwuznaki. Kompletnie nietrafiony pomysł. Znam dużo książeczek, które stworzone są o niebo lepiej zarówno po to, by zainteresować czytelnika, jak i zmotywować go do czytania. Ja definitywnie pożegnałam się z Misią Marysią, mimo że moja córeczka ma dopiero 2,5 roku.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.