To my chuligani - Michał Frąckowiak

Wydawnictwo: Wydawnictwo Andrzej Buda
Data wydania: 26 września 2016
Liczba stron: 200

Całe życie Roberta, nazywanego Paragrafem, podporządkowane jest klubowi Chrobry Głogów, jakiemu kibicuje. Mecze, wyjazdy kibicowskie, ustawki, problemy z policją i niejednokrotnie krwawe bijatyki z kibicami przeciwnych drużyn to jego codzienność. Rodzice nie są szczęśliwi z powodu pasji, którą wybrał, szczególnie matka boi się o jego zdrowie i życie (osobiście modlę się, aby mój syn nigdy aż tak mocno nie angażował się w tego typu hobby), ponieważ nigdy nie wiadomo, w jakim stanie i czy w ogóle wróci z meczu. Stadionowe trybuny przyciągają go jak magnes - dzięki temu poznaje masę innych fanatyków uwielbiających dreszczyk emocji towarzyszący spotkaniom z innymi chuliganami...

źródło

Wiele osób posiada jakąś pasję w życiu - coś, co uwielbia i bez czego nie potrafi funkcjonować. Niektórzy właśnie tak traktują kibicowanie, chociaż z mojego punktu widzenia niektórym fanatykom bardziej zależy na walkach pomiędzy klubami oraz pokazaniu swojej siły oraz zawziętości, a nie siedzeniu na meczu i kibicowaniu swojej ukochanej drużynie. Sama historia Paragrafa pokazuje, iż wyjazdy na mecze są jedynie tłem, a największy nacisk kładzie się na ustawki z kibicami przeciwnych drużyn. Nie ukrywam, że nigdy nie zrozumiem, jak taka walka może przynieść jakąkolwiek satysfakcję - dla mnie jest to coś zupełnie niewyobrażalnego. Agresja tkwiąca w niektórych przeraża mnie, a wiem, że wiele osób wręcz napędza i pobudza do działania. Rozmawiając na ten temat z mężem, jasno określił, iż jest to sprawa adrenaliny, która motywuje do bicia się z inną drużyną - cóż, ja wolałabym pobiegać czy skoczyć ze spadochronu, a nie wdawać się w bójkę, ale podejrzewam, że nigdy tego do końca nie zrozumiem i chyba... nie chcę. Skoro ktoś widzi w tym sens swojego życia, to w zasadzie jego sprawa, chociaż bardziej cieszyłabym się, gdyby to nie niosło ze sobą krzywdy, jaka niekiedy spotyka ofiary takich chuligańskich przepychanek.

Kluby upadają i powstają z kolan. Ale powstają tylko te, które mają wiernych kibiców. Kibiców, którzy szanują swoje barwy, herb klubu i siebie nawzajem. Stanowią bandę nie do zdarcia. Pokolenia chuliganów odchodzą, na ich miejscu wyrastają kolejne. Gardzą Januszami, niedzielnymi kibicami i trzymają mordę na kłódkę. Walczą za swój klub i za niego giną! *

Tematy kibicowskie nie są mi obce, ponieważ grono moich znajomych swego czasu dość intensywnie kibicowało lokalnej drużynie piłkarskiej, a także klubowi znajdującemu się w pobliskim dużym mieście, który aktualnie znajduje się na pierwszej pozycji w Ekstraklasie. Aktualnie wiele osób nadal interesuje się tą tematyką, jednak większość nie tkwi w tym już tak mocno jak kiedyś, ze względu na posiadanie własnych rodzin oraz spędzanie większości czasu w pracy. Sama niejednokrotnie chodziłam na mecze, co okazało się świetną rozrywką oraz okazją do spotkania się ze znajomymi, jednak na moje szczęście nigdy na takowych meczach nie doszło do zadymy, w jakiej zmuszona byłabym brać udział. Nieraz po meczach działy się różne rzeczy, jednakże ja zawsze wolałam ich unikać, co z pewnością wyszło mi na dobre.

Historia Paragrafa napisana jest bardzo prostym językiem, dlatego powinna trafić do każdego. Niemniej jestem niezwykle zawiedziona stroną korektorską, która straszliwie kuleje. Początkowo doszłam do wniosku, iż być może autor wydał książkę, zupełnie nie dbając o jej rzetelność na poziomie językowym, jednakże jak ogromne okazało się moje zdziwienie, gdy spostrzegłam obecność dwóch (!!!) osób zajmujących się korektą tej opowieści. Cóż, od razu pomyślałam, że owi panowie chyba po raz pierwszy podjęli się takiego zadania, ewentualnie są znajomymi Michała Frąckowiaka, więc zrobili mu koleżeńską przysługę. Szczerze przyznam, że nie mam żadnego wykształcenia w tym temacie, a sama uczyniłabym tę korektę w zdecydowanie lepszym stylu. Nie mam pojęcia, jak można zabierać się za coś, o czym nie posiada się żadnego pojęcia. Wydając książkę, która kosztuje całe czterdzieści złotych, warto byłoby wykazać większy szacunek do czytelnika. Rozumiem, iż prawdziwi fani tematyki kibicowskiej mogą w ogóle nie zauważyć takich mankamentów (chociaż czy jest to możliwe?!) albo udawać, że one nie istnieją, jednak gdybym miała poprawić błędy, to na każdej stronie znalazłoby się ich co najmniej kilka. Ogrom błędów interpunkcyjnych (w sumie niekiedy zupełny brak interpunkcji), ortograficznych czy leksykalnych, a do tego masa literówek potrafi zabić przyjemność czytania nawet najlepszej historii świata. Rozumiem, iż nie każdy może być orłem we wszystkich dziedzinach, ja również na pewno popełniam sporo błędów (chociaż staram się, jak mogę), ale pisanie osobą zamiast osobom, mylenie chodź choćzdarzyć zamiast zdążyć, naprawdę kłuje w oczy...

To my chuligani nie jest książką, która spodoba się każdemu. Zresztą podejrzewam, że osobom zupełnie niezainteresowanym piłką nożną czy tematem kibicowania nawet nie wpadnie do głowy, aby sięgać po taką lekturę. Kibice na pewno nie przejdą obok niej obojętnie, odnajdując w dziejących się wydarzeniach cząstkę siebie bądź znajomych. Ja jestem całkiem usatysfakcjonowana tym tytułem - nie jest to ambitna powieść, przekazująca jakiekolwiek wyższe wartości czy uświadamiająca, jak żyć. To książka dla zwyczajnych chłopaków kochających bycie kibicem, ich dziewczyn podzielających pasję drugiej połówki oraz osób, których życie przez jakiś czas przynajmniej w minimalnym stopniu kręciło się wokół owej tematyki. 

* cytat ze str. 52-53

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytamy nowościDziecięce poczytania oraz Zaczytajmy się.

Takie nowości znajdziecie w księgarni: 

9 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Nie mój temat, ale jakoś jestem ciekawa tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię oglądać mecze i coś o nich wiem. Może kiedyś sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze, nie moja tematyka. Po drugie, rażące błędy skutecznie mnie zniechęcają do tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że ci najbardziej zawzięci kibice samo kibicowanie spychają na drugi plan, dając w pierwszej kolejności upust niekoniecznie pozytywnym emocjom. Tematyka sportowa nie jest mi obca, zdarzało mi się być także na meczu i dosłownie skakać wśród tych najgłośniejszych kibiców, ale mimo sympatii do samej drużyny, udział w takim wydarzeniu każdorazowo traktuję jako swego rodzaju zjawisko społeczne, któremu zwyczajnie się przyglądam. Publikację może kiedyś przeczytam, choć te błędy zapewne będą mnie razić. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka zdecydowanie nie dla mnie i nawet nie dla mojego męża - kibicie z nas marni :) Ale! Dla każdego coś dobrego, więc i książka na pewno ucieszy niejednego czytelnika.
    Błędy... brrrr! Kiedy widzę TAKIE paskudy w treści, budzi się we mnie chuligan - mam ochotę rzucić książką o ścianę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziwi mnie, że błędów takiego kalibru nie zauważył ani autor, ani korekta. Pomijając jednak tę kwestię, to książka niestety zupełnie się nie wpisuje w mój czytelniczy gust, więc odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem totalnie niezainteresowana piłką nożną, więc po książkę nie sięgnę, ale zawsze wzbudza we mnie wiele zdziwienia ta cała mania ustawek. To przerażające, że czasami nawet już spokojnie nie można pójść na mecz, bo jest strach, że coś ci się stanie lub twoim bliskim. ;/
    No i te błędy? Karygodne, książka w ogóle nie powinna zostać wydana, skoro brak w niej szacunku do czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "To przerażające, że czasami nawet już spokojnie nie można pójść na mecz, bo jest strach, że coś ci się stanie lub twoim bliskim" - widać ,że na meczu nigdy nie byłaś.
      Zapraszamy na Łazienkowską 3 na trybunę im. Lucjana Brychczego.

      Usuń
  8. Niestety to nie moje klimaty, ale mnie również dziwi, że w tej książce znajduje się tyle błędów. Jeszcze właściwie umiałabym wybaczyć niedopatrzenia w książce, która była tłumaczona z innego języka, no bo wiadomo, tam łatwiej zdarza się czegoś nie zauważyć.
    Zawsze mnie jednak zastanawia, jak to możliwe, że Polak może robić ich aż tyle, posługując się własnym językiem. Wydaje mi się, że ktoś piszący książkę nie powinien sobie pozwalać na takie rzeczy..

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.