Strony

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego - Joanna Woźniczko-Czeczott

Wydawnictwo: Czarne
Seria/cyklBez Fikcji O...
Data wydania: 23 maja 2012
Liczba stron: 200

Życie po narodzeniu dziecka ulega diametralnej zmianie. Jakbyśmy nie starali się dbać o przeszłość, z żony i męża przeobrażamy się w matkę oraz ojca - tymi rolami społecznymi będziemy żyć przez dalsze lata. Liczne próby powracania do tego, co było przed pojawieniem się malca, najczęściej spalają na panewce, ponieważ głównym tematem, a wręcz całym światem staje się łysy i bezzębny brzdąc, dosłownie robiący pod siebie.

Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego to książka, którą poleciłabym głównie rodzicom, bo oni już doskonale wiedzą, jak to wszystko wygląda od strony kulis, zatem niejednokrotnie przytakną Joannie Woźniczko-Czeczott. Bezdzietni mogą przerazić się wizją, jaką roztacza autorka, co spowoduje, że nigdy nie poczują się gotowi do bycia rodzicem. Chociaż warto pamiętać, że żadne poradniki i mądrzy ludzie nie przygotują nas do starcia z maluchem - to praca, w której nieraz matka urabia się po łokcie, ale (jakby bezsensownie czy infantylnie to brzmiało) warto, bo każdy uśmiech, buziak czy dotyk dziecka wynagradza wszystko.


W zasadzie lwia część tej książki dotyczy frustracji, z jaką nieustannie zmaga się autorka, a także wiele matek na całym świecie. Woźniczko-Czeczott daje upust swojej złości spowodowanej brakiem informacji o tym, jak naprawdę wygląda macierzyństwo, gdy autorka była jeszcze przed podjęciem owej decyzji. Nieustannie zachęcana przez dzieciatych znajomych postanowiła również skorzystać z tej radości, jaką jest bycie mamą, co zdecydowanie nie spełniło jej oczekiwań. Na pewno niejedna kobieta utożsami się z twórczynią owego dziennika, jednak ja nie do końca należę do tej grupy. Będąc nastolatką, miałam już świadomość, że macierzyństwo to nie pączek oblany lukrem, dlatego zderzenie z rodzicielską rzeczywistością nie wprawiło mnie w osłupienie czy ogromny szok. Owszem, niektóre sprawy mnie zaskakują nadal, zmęczenie niejednokrotnie daje o sobie znać, ale nie oczekiwałam, iż będzie inaczej. Za to nóż otwiera mi się w kieszeni, gdy niektórzy, jak chociażby autorka, narzekają na budzenie się dziecka po sześciu godzinach - serio, to wielki luksus, którego jeszcze nigdy nie zaznałam, odkąd jestem mamą. Zatem życzyłabym wszystkim mamom, aby zaczęły doceniać małe sukcesy - niektórzy mają o wiele gorzej, a muszą jakoś funkcjonować.

Książka przypadła mi do gustu ze względu na poruszaną tematykę, po jaką mogę sięgać bez ustanku. Nieraz w różnych sytuacjach widziałam siebie, swoje dziecko czy bliskie otoczenie - podejrzewam, że każda mama, mniej lub bardziej, pozwoli sobie utożsamić się z autorką. Niemniej cała wizja macierzyństwa ma tutaj nieco negatywne oblicze. Mamy będą wiedziały, że to dość realistyczny obraz, jednak ci, którzy nie posiadają dzieci, mogą nastawić się zbyt pesymistycznie do roli rodzica. Joanna Woźniczko-Czeczott większość czasu skupia się na tym, co najtrudniejsze, ale w konsekwencji pokazuje, że ciężkie czasy w końcu mijają, a posiadania dziecka nie można niczym zastąpić. Bezapelacyjnie jest to skok na głęboką wodę, ale warto go dokonać, jeśli człowiek czuje się na siłach. Skoczysz? A może już skoczyłaś? Czy stoisz na brzegu i masz jeszcze obawy? Jeżeli masz w sobie odwagę - skacz. Będzie ciężko, nieraz zalejesz się łzami z bezsilności czy złości, ale na koniec przekonasz się, że było warto.

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytamy powieści obyczajoweDziecięce poczytania, Pod hasłemZaczytajmy się oraz Z półki.

22 komentarze:

  1. Ja też nie ogarniam tego jęczenia. Wystarczy odrobina wyobraźni i zdolność obserwacji, żeby dojść do tego, że macierzyństwo to nie bułka z masłem, jeszcze przed zajściem w ciążę. Ja byłam przygotowana na armagedon - okazało się że pozytywnie się rozczarowałam :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawsze nastawiam się na najgorsze, żeby później pozytywnie się rozczarować :)

      Usuń
  2. Ja wiem czym pachnie macierzyństwo, więc się nie skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze daleko mi do macierzyństwa, zdecydowanie za daleko. :) Ale warto mieć świadomość, że istnieje taka książka. W przyszłości może się przydać, kto wie :)

    Zapraszam :)
    https://karolina-czyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że takie książki są wydawane. Macierzyństwo dopiero przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziecko mam, więc nic mnie nie przerazi :) Chyba wiem, co autorka starała się przekazać, tylko szkoda, że nie wspomniała o tych dobrych stronach - bo jak mówisz, będą takie kobiety, które mogą się zniechęcić. A przecież te wszystkie trudności da się pokonać, bo w końcu chodzi tutaj o największe na świecie szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o dobre strony, to jest kilka zdań na samym końcu - dla bezdzietnych to raczej za mało. ;-)

      Usuń
  6. Na razie mnie ta książka nie interesuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zewsząd otaczają mnie artykuły na temat tego jakie macierzyństwo jest trudne, frustrujące i wymagające i przyznam, że to mnie mocno odstrasza. Mam wrażenie, że jako osoba, która chciałaby mieć dziecko w przeciągu powiedzmy 5 lat, czuję się coraz bardziej wystraszona, bo teraz mało mówi się o radości z macierzyństwa, pokazując tę ciemną stronę. Z tego względu po tę książkę na pewno nie sięgnę, bo dość mam już pesymistycznych relacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a wiele osób właśnie narzeka, że grono mam pisze, jakie to macierzyństwo jest piękne i słodkie, co nie jest prawdą. Nie będę mydlić Ci oczu - bywa cholernie ciężko, szczególnie gdy dziecko jest małe i nie potrafi wypowiedzieć swoich potrzeb, a Ty czujesz bezradność, bo nie wiesz, czy ma zły humor, coś je boli, jest złe, jest mu niewygodnie. Ale jednocześnie maluch daje tyle radości i satysfakcji, że pomimo trudów - warto. Polecam :)

      Usuń
  8. Macierzyństwo - ma wspaniałe, wypełnione miłością i dumą oblicze, ale też i trudy dnia codziennego dają o sobie znać. Wszystko zależy, jak do tego zmęczenia podejdziemy, jeśli w satysfakcjonujących rytmach, to od razu jest nam łatwiej je zaakceptować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko bardzo źle śpi i od wielu miesięcy marzę o przespaniu chociaż dwóch godzin ciągiem, co nie jest mi dane, więc naprawdę bywam cholernie zmęczona, ale wiem, że to kiedyś się w końcu skończy i może nawet za tym zatęsknię. Zatem staram się cieszyć tym, co jest tu i teraz, choć bywa ciężko, szczególnie po kilkunastu nocnych pobudkach.

      Usuń
  9. Jestem osobą, która woli się psychicznie przygotować na najgorsze niż żyć w niewiedzy, dlatego, mimo iż nie jestem matką, chętnie bym do tej książki zajrzała ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna książka! Jedna z moich ulubionych, zaśmiewałam się do łez. Swojego czasu też znalazła swoje miejsce na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sama raczej po książkę nie sięgnę, ale wiem komu ją polecić czy nawet sprezentować :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem na drugim etapie zmeczenia, etap macierzyństwa nie jest jeszcze mi znany, ale fakty mówia same za siebie - takie ksiązki sa potrzebne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, będąc mamą, zrozumiesz, że drugi etap zmęczenia jest niczym w porównaniu z tym, gdy ma się dziecko. :P

      Usuń
  13. Wolę nie czytać, bo znowu się wkurzę :)

    Dziecko śpiące 6h to jak błogosławieństwo, nie wiem czego autorka się spodziewała - że dzieci śpią 16h?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, ale nóż otwiera mi się w kieszeni, kiedy ktoś narzeka, bo dziecko mu się budzi co kilka godzin. Ludzie, mój syn potrafi obudzić się 15 razy (liczyłam...) od 19/20 do 6 rano i co? Żyję. ;-)

      Usuń
  14. Może i dobrze, że istnieją takie książki :) Są różne kobietki, niektóre wciąż zadręczają się, że nie są perfekcyjnymi matkami. Moja przyjaciółka już trzeci rok przeżywa, że nie karmiła piersią, ma z tego powodu doła, choć dziecko jest cudowne, szczęśliwe i zdrowe. Wszystkie mamy prawo mieć dość, macierzyństwo na pewno ma dwa oblicza - jak każdy stan :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że dobrze. Oj, nic straconego - koleżanka zawsze może karmić piersią drugiego maluszka. ;-)

      Usuń

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...