Strony

środa, 8 lutego 2017

Dopóki śmierć nas nie połączy - Danuta Noszczyńska

WydawnictwoPrószyński i S-ka
Data wydania: 2 sierpnia 2016
Liczba stron: 344

Małgosia to 22-latka ucząca się i pracująca na kilka etatów, aby nie powielić losu swojej matki, sióstr oraz dziesiątek kobiet ze wsi, z której pochodzi. Dziewczyna pragnie osiągnąć coś w życiu, ma cele i marzenia niezwiązane z rodzeniem dziesiątego dziecka, gotowaniem rosołu i tłuczeniem schabowych każdej niedzieli oraz dostawaniem lania od męża - tak dla zasady, aby nie rozbestwić się za mocno. Piękno i bezpretensjonalność Małgorzaty spotykają się z męskim uznaniem, czego konsekwencją staje się jej związek ze sporo starszym mężczyzną, który nie widzi świata poza swoją wybranką. Po wielu perturbacjach dziewczyna w końcu spotyka prawdziwą miłość, jednak przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć...

Pomimo niekiedy wulgarnego stylu bycia Małgosi, a także jej nieco wątpliwych poczynań, jest to bohaterka niezwykle sympatyczna, dzięki swojej szczerości, uroczemu nieobyciu, prostolinijności, a także posiadaniu bardzo dobrego serca wrażliwego na krzywdę. Dziewczyna w trakcie swojego niedługiego życia spotykała się z ogromem niezrozumienia ze strony najbliższych, przez co usilnie szuka oparcia w innych, doświadczając go chociażby w osobie starszej sąsiadki. 

Bądź wyrozumiały dla drugiego tak, jak jesteś pobłażliwy dla siebie.

Świetnym zabiegiem jest prowadzenie narracji z perspektywy Doroty, sąsiadki Małgosi, która opowiada o życiu młodej kobiety, odgrywając w nim znaczącą rolę. Dorota to kobieta dość dobrze odnajdująca się w swojej samotności, skupiając się w swojej pracy na pisaniu artykułów do gazety, głównie poruszających tematykę zjawisk paranormalnych. Generalnie nie przepadam za takowymi wątkami w książkach, bo wolę o tym nie myśleć i nie słuchać tego typu historii, które są dość przerażające, jednak Dorota Noszczyńska przedstawiła je w tak intrygujący sposób, iż poznawałam je z wypiekami na twarzy.

To, w jaki sposób autorka nakreśliła losy Gosi... Och, pani Danuto - jak tak można? Do tej pory nie pogodziłam się z zakończeniem, chociaż z drugiej strony zawsze to coś innego niż stereotypowe i oklepane "żyli długo i szczęśliwie". A wniosek jest jeden - jeżeli spotykamy na swojej drodze wymarzoną drugą połówkę, w której dłonie chcemy oddać swoje serce, to nie ukrywajmy przed nim tego, co działo się w naszym życiu przed jego pojawieniem się. Długo utrzymywane tajemnice nie rokują zbyt dobrze, a związek powinno budować się na szczerości. Kochający człowiek zrozumie i zaakceptuje nas z całym bagażem doświadczeń.

Historia głównej bohaterki uświadamia, jak przeogromny wpływ na dorosłe życie wywiera nasze dzieciństwo. Czasami nawet gdybyśmy stawali na głowie, aby uciec od niego, los dopadnie nas w nieoczekiwanym momencie, ucierając nosa. Danuta Noszczyńska ukazuje polską wieś rodem ze średniowiecza, gdzie nie ma żadnych szans na spełnianie marzeń oraz bycie kimś. W takim miejscu dzieci nie mają prawa głosu, a kobieta może odezwać się wtedy, gdy pozwoli mu na to pan i władca - mąż. Jedyną rozrywką jest plotkowanie w każdym możliwym miejscu, a także snucie niewyobrażalnie bezsensownych domysłów na temat tych, którzy pragną wyrwać się do miasta, marząc o lepszym życiu. 

Niech nie zmyli Was opis tej powieści, po którym można spodziewać się typowej i schematycznej obyczajówki, niewyróżniającej się niczym szczególnym na tle tego typu podobnych. Dopóki śmierć nas nie połączy to książka poruszająca wiele życiowych tematów. Do tego autorka nie idzie po najmniejszej linii oporu - tworzy zaskakujące sytuacje, które zupełnie wymykają się oczekiwaniom czytelników. Niektórzy są nieco zawiedzeni tym, że blurb znajdujący się na okładce wprowadza w błąd. Zawsze irytują mnie takie zabiegi, ale w tym przypadku cieszę się, że opis nieco mąci w głowie, bo dzięki temu cała opowieść wydaje się jeszcze bardziej interesująca.

Autorka dotyka także takich problemów, jak samotność, niemożność pogodzenia się ze stratą bliskiej osoby, znęcanie się nad zwierzętami, porachunki sąsiedzkie, zażarta walka o spadek czy pożyczki brane w parabankach, gdzie odsetki rosną w zastraszającym tempie. Lwia część tej powieści przekazuje, że nic nie zdarza się przypadkiem - nasz los jest już z góry zaplanowany, a wszelkie wydarzenia dziejące się w naszym życiu mają jakiś cel, chociaż nie zawsze jest on zrozumiały. Tym, co najbardziej zapadło mi w pamięci i co staram się praktykować, jest nieocenianie innych, jeśli samemu nie było się w danej sytuacji i nie zna się czyjejś motywacji. Póki swoim postępowaniem nie krzywdzimy nikogo, to ludzie nie powinni ferować wyroków.

33 komentarze:

  1. Lubię książki, które opowiadają historie osób pragnących wyrwać się z dotychczasowego życia którego prowadzą bliscy. Ponoć w przyszłości każdy z nas świadomie- czy też mniej świadomie-, staje się kopiami własnych rodziców, niezależnie od chęci. Będę tą książkę mieć na oku :).


    Pozdrawiam
    ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często mówimy, że nigdy nie postąpimy tak czy siak, bo nie podobało się to u naszych rodziców. Po latach nawet nieświadomie kopiujemy ich zachowania - pół biedy kiedy sobie to uświadomimy w porę. ;-)

      Usuń
  2. Książka mnie bardzo zainteresowała i chcę przeczytać.
    Jedyne z czym się nie zgodzę, to temat tajemnic. Nie uważam by wybrankowi życia, należało opowiadać o swojej przeszłości. Niczego nie wnosi do przyszłości, ona już była i pozostanie tylko wspomnieniem. Mnie nie interesuje, co dana osoba zrobiła pięć lat przed poznaniem mnie. Liczy się to, co jest teraz i przyszłość.
    Niemniej jednak książka wydaje się być bardzo ciekawa, z chęcią przeczytam i poznam tę historię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, myślę, że to zależy od człowieka. Ja akurat jestem zwolenniczką mówienia prawdy, bo zawsze w nieoczekiwanym momencie tajemnice mogą wyjść na wierzch, a kiedy są bolesne, to potrafią niezwykle mocno zamieszać w życiu... W przypadku Małgosi taka postawa przyniosłaby więcej dobrego.

      Usuń
    2. Dla mnie prawda, a opowiadanie o przeszłości mija się ze sobą. Chyba, że ktoś ma jakąś zbrodnię na koncie. W innym przypadku nie widzę takiej potrzeby.

      Usuń
    3. Ja wychodzę z założenia, że w związku potrzebna jest szczerość i istotne kwestie z przeszłości powinny być wyjaśnione, bo, prędzej czy później, przeszłość może nas dopaść. Myślę, że opowiadając o popełnionej zbrodni, druga połowa może zastanowić się poważnie, czy chce być z taką osobą. Jednak moim zdaniem istnieją tematy, które powinny być poruszone przed zawarciem poważniejszego związku.

      Usuń
  3. Zachęcona opisem i opiniami postanowiłam kupić sobie tę książkę i właśnie dziś do mnie dotarła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę przyjemnej lektury! :)

      Usuń
  4. Nie słyszałam wcześniej o tej pozycji, ale bardzo mnie nią zainteresowałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam nadzieję, że uda Ci się poznać tę historię. :)

      Usuń
  5. Autorka nie stawia na minimalizm oraz fakt, że nie idzie po najniższej linii oporu przekonuje mnie, by sięgnąć po tę książkę. Intryguje mnie również obraz wsi, który autorka opisała w powieści. Zapisuję tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emilko, wydaje mi się, że "Dopóki śmierć nas nie połączy" powinna przypaść Ci do gustu. :)

      Usuń
  6. Zaciekawiłaś mnie (w ogóle Twoje recenzje bardzo lubię, bo są rzetelne). Nie słyszałam jeszcze o tej książce. Najbardziej przekonuje mnie wyjście poza ramy - zawsze mam obawy, kiedy sięgam po literaturę obyczajową, po prostu nie lubię sztampowości i nijakości, dlatego po książki z tego gatunku sięgam tylko z polecenia :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ci za komplement! Niezwykle cieszą mnie takie komentarze. Staram się tworzyć rzetelne opinie, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami. Ja akurat bardzo często sięgam po obyczajówki, więc już jestem zaznajomiona z różnorodnymi schematami, ale cieszę się, kiedy autorzy potrafią mnie zaskoczyć - tak jak w tym przypadku. :)

      Usuń
  7. Jestem ciekawa tych zaskakujących momentów, o których piszesz. Zapisuję sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, myślę, że ten tytuł mógłby przypaść Ci do gustu. :)

      Usuń
  8. Chętnie przeczytam! :) A wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu tego tytułu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, jak dobrze, że jestem ja, która może podrzucać Ci takie smaczki? Hihihi :)

      Usuń
  9. Nie wiem czy zdecyduję się na lekturę, bo pewnie drażniłoby mnie tak jednoznacznie negatywne przedstawienie życia na wsi, gdzie wszyscy mężczyźni piją i biją, kobiety nie mają głosu, a spełnianie marzeń uznawane jest za fanaberię. Mocno krzywdzący obraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiko, wydaje mi się, że autorka nie miała na celu obrażenia osób mieszkających na wsi. W tym przypadku akurat sytuacja wymagała tego, aby pokazać rodzinę Małgosi w taki sposób, ale nigdzie nie jest powiedziane, że wszędzie to tak wygląda.

      Usuń
  10. Ja to jestem ogromnie zła na autorkę za to, co zrobiła...
    A wątek Mai zjeżył mi włosy na głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogę jej tego wybaczyć, ale może dzięki temu długo nie zapomnimy o tej historii...

      Usuń
  11. Przewrotny tytul zachęca :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, tytuł jest zachęcający, chociaż kiedy zapoznasz się z tą historią, to przekonasz się, iż nie można mówić tu o przewrotności...

      Usuń
  12. Jestem bardzo ciekawa tej lektury. Na pewno będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten tytuł mnie kupił w całości

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaintrygowałaś mnie tą recenzją. Faktycznie, po opisie bym uznała, że to zwykła obyczajówka, a tu jednak coś więcej. ;) Jeśli kiedyś trafię na tę książkę w bibliotece, to chętnie przeczytam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę zachęcam do zabrania tej książki do domu, jeśli będziesz miała taką okazję.

      Usuń
  15. Blurby czasem bywaja mylące, najgorzej jest jednak, jak robią nadzieję na coś super, a okazuje się, że jest nędznie, bez polotu i nudnawo :) Dobrze, że tym razem tak nie było. Muszę się przyjrzeć tej autorce :)
    PS. Fajne zdjęcie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - cieszę się, że tym razem spotkało mnie pozytywne zaskoczenie. Niestety nieraz bywa odwrotnie...
      PS. Prawda, że ładne? :D

      Usuń
  16. Tytuł ciekawy, ale treść nie nęci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo jest naprawdę godna uwagi.

      Usuń
  17. To raczej nie moje klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...