Strony

piątek, 26 maja 2017

Mam tę moc, bo jestem #supermamą!

Kilka dni temu na blogu Nasze Bąbelkowo natknęłam się na wspaniałe wyzwanie #SuperMama, w jakim należy wymienić dziesięć powodów, dla których we własnym mniemaniu jest się świetną mamą. Generalnie jestem bardzo samokrytyczna względem siebie i łatwiej jest mi mówić o swoich wadach niż zaletach, jednak postanowiłam poszukać w czeluściach swojego umysłu pozytywnych stron mojego podejścia do wychowania. Udało mi się lepiej, niż przypuszczałam, z czego jestem niezwykle dumna. Jednak ową moc daje mi macierzyństwo - to jego zasługa! :)

Wy, drogie Mamy, również podzielcie się swoimi powodami, dla których jesteście NAJ. Osoby bezdzietne na pewno mają w swoich głowach wspomnienia własnych mam - chętnie poznam ich wyjątkowe cechy. :) 



1. Stałam się dużo bardziej cierpliwa.
W przypadku moich kontaktów z osobami dorosłymi wystarczy iskierka, a już zostaję doprowadzona do wściekłości. Kompletnie nie mam cierpliwości do wścibskich i głupio-mądrych osób, dlatego dorośli potrafią jednym nieprzemyślanym słowem wkurzyć mnie tak mocno, iż rozpamiętuję to jeszcze długo. Za to odkąd zostałam mamą, wydaje mi się, że mam ogromne pokłady cierpliwości dla Jasia. Oczywiście (niestety!!) czasami mam gorsze chwile, szczególnie kiedy jest dzień ciągłego marudzenia, a najlepiej jest u mamy na rękach - wtedy nawet nie mogą pozmywać talerza czy zrobić siku w samotności. Jednak robię wszystko, co w mojej mocy, aby nie denerwować się, bo nie przynosi to niczego dobrego - ani dla mnie, ani mojemu dziecku. 

2. Od 1,5 roku nie śpię i nadal funkcjonuję. 
Na początku nie było jeszcze tak źle, bo dwie czy trzy pobudki w trakcie ciąży (nieustanne parcie na pęcherz i niemożność położenia się w wygodny sposób) to był pikuś. Jeszcze mając noworodka w domu, też najgorzej nie było, wszak musiałam wstawać kilka razy. Im Jaśko jest starszy, tym budzi się częściej (bywały noce, kiedy po piętnastej pobudce przestałam już liczyć ich ilość - uwierzycie?). Marzę o przespaniu trzech godzin ciągiem i wiem, że to kiedyś nastąpi, a jeśli za rok, dwa lub trzy, to cóż... poczekam. Nie mam wyjścia. :)

3. Nie porównuję mojego dziecka z innymi. 
Nie ukrywam, że to ciężki orzech do zgryzienia i przez pierwsze miesiące czułam spory nacisk w tym temacie, nieustannie słysząc: "To Jaś jeszcze tego nie robi!?". Samoczynnie pojawiały się porównania do innych maluchów napędzane tekstami z zewnątrz, z czego wynikały niekiedy wizyty u lekarza z zapytaniem: "Czy wszystko jest w porządku?". Uważam, że jeśli rodzic czuje pewne obawy, to powinien skonsultować pewne sprawy ze specjalistami, ale teraz już zupełnie inaczej podchodzę do niektórych rzeczy. Jaś ma rok i trzy miesiące - jeszcze nie  chodzi, za to dosłownie biega na czworakach, wspaniale porusza się przy meblach i czasami puszcza rączki, a śmiejąc się z tego, siada na podłogę. Nie jest jeszcze gotowy, więc szanuję to i wcale nie tęsknię do tego, aby chodził, bo jeszcze się nachodzi - ma czas.

4. Walczę o swoje dziecko jak lwica.
Niejednokrotnie słyszę głupie teksty w stronę mojego dziecka - a to gruby (jak można tak w ogóle powiedzieć!?!?!), a to leń, bo jeszcze nie chodzi, a to to, a to tamto... Tak mnie to irytuje, że nie macie pojęcia. Czasami dosłownie zatyka mnie i brakuje mi języka w gębie, bo nie mogę uwierzyć w taki brak taktu. Jednak coraz częściej odpieram ataki i odpowiadam w podobnym tonie, co bezmózgi atakujące moje dziecko. A jak pomyślę, że ktoś mógłby zrobić mu kiedyś krzywdę, to normalnie zaciskam szczękę i przygotowuję się do natarcia.

5. Pozwalam mojemu synowi na poznawanie świata.
Chce pogrzebać w piasku? Niech grzebie. Chce poraczkować po trawie przed kościołem? Niech raczkuje. Chce dotknąć lub powąchać kwiatki czy dmuchawce? Niech dotyka, niech wącha. Chce coś zjeść sam, chociaż wiem, że skończy się to wielkim praniem oraz prawdopodobieństwem pobrudzenia ciucha już na zawsze? Trudno, niech je. Owszem, na pewne bardzo ryzykowne i niebezpieczne zachowania nie pozwalam, ale szkoda mi maluchów, którym wszystkiego się zabrania, bo nieustannie słyszą "nie rusz, zostaw, nie dotykaj, siedź cicho". 

6. Idę za potrzebami mojego dziecka.
Wszędzie wokół słyszę dobre rady, o które nawet nie pytam, a i tak muszę wysłuchiwać je codziennie. Niektórzy zdają się być ekspertami w temacie mojego dziecka, co mnie i śmieszy, i irytuje. Próbuję jednak nie wdawać się w zbędne dyskusje, ale kroczyć za potrzebami mojego dziecka. To my mamy czuć się dobrze w tym, co robimy, a nie inni. Dlatego jeśli widzę, iż mój syn nie jest gotowy na odstawienie od piersi, to karmię go i nie zamierzam przestać w najbliższym czasie. Jeżeli widzę, że jest niespokojny i potrzebuje mojej bliskości, to tulę go oraz pocieszam, a nawet noszę na rękach, kiedy jestem na siłach. Skoro dobrze jest nam spać obok siebie, to nie zamierzam tego zmienić, póki Jaś nie będzie na to gotowy. Serio, nie znam żadnego 6-letniego dziecka karmionego piersią, śpiącego z mamą (chociaż jeśli chce, to co to za problem!?), ciągającego smoka czy noszonego na rękach, więc luzik - na wszystko przychodzi odpowiedni czas... Zatem jeśli matka nie ma spiny, to przestańmy wtrącać się w jej metody wychowawcze. 

7. Staram się poświęcać mu całą swoją uwagę.
Kiedy wychodzę z Jasiem czy bawię się z nim, odkładam telefon na bok i nawet nie patrzę w stronę laptopa. Telewizora nie włączam w ogóle, bo nie chcę, aby synek gapił się w niego bezmyślnie, ponieważ jeszcze się naogląda bajek. Ze środków masowego przekazu korzystam tylko wtedy, gdy Jaś śpi, zresztą nie mogłabym robić tego częściej, ponieważ Jaś potrzebuje mojej uwagi w 100% - nie ma szans na samodzielną zabawę. Czasami brakuje mi chwili oddechu, ale wtedy szybko przywołuję się do pionu, bo wiem, że już niebawem moje dziecko zejdzie z moich kolan i pójdzie w świat, a ja będę tęsknić za moim małym syneczkiem.

8. Pozwalam na wyrażanie emocji.
Jeżeli Jaś ma zły dzień, to pozwalam mu się wypłakać, przytulając, głaszcząc i uspokajając. Nie mówię "bądź cicho, nic się nie stało, nie płacz" (a na słowa "nie becz jak baba" otwiera mi się nóż w kieszeni!!) - niech popłacze, jeśli ma taką ochotę. Kiedy śmieje się na głos w sklepie czy na podwórku - niech okazuje swoją radość. Dzięki temu wierzę, że moje dziecko nabierze do mnie zaufania i nawet jako nastolatek czy dorosły człowiek, będzie wiedziało, iż może podzielić się ze mną wszystkimi smutkami i radościami.

9. Wzmacniam poczucie wartości mojego dziecka.
Codziennie powtarzam Jasiowi setki razy, że go kocham - zarówno wtedy, kiedy go pocieszam, jak i bez okazji. Mówię mu każdego dnia, iż jest dla mnie najpiękniejszy, najlepszy, najcudowniejszy i najmądrzejszy - nawet, a wręcz szczególnie po ciężkim dniu. Chwalę go za najmniejsze sukcesy, skupiając się na nich, a nie na porażkach. Doskonale wiem, iż poczucie wartości należy budować w dziecku od najmłodszych lat, ponieważ zaprocentuje to w przyszłości. Pragnę, aby wierzył w siebie i nigdy nie dał sobie wmówić, że jest inaczej.

10. Staram się doceniać każdy dzień.
Może to dziwne, ale już pierwszego dnia kiedy zostałam mamą, ogarnął mnie smutek spowodowany błyskawicznym upływem czasu. Nie wiem, jak to się dzieje, ale kiedy człowiek ma dziecko, to ono rośnie w zastraszającym tempie - jednego dnia kładą go na matczynej piersi, a drugiego widzisz, jak Twoje maleństwo bierze ślub z miłością swojego życia (oby!). Straszliwie wzruszam się, wspominając minione miesiące i wcale nie pragnę, aby czas szybciej minął, a moje dziecko osiągnęło kolejny etap w rozwoju. Owszem cieszy mnie każda nabyta umiejętność, ale nie nakręcam się za mocno, bo chciałabym, żeby każdy moment trwał jak najdłużej, bo wiem, że już nigdy nie powróci...


Wszystkiego najlepszego wszystkim #SUPERMAMOM!

24 komentarze:

  1. Ja jeszcze mamą nie jestem. Wszystko więc przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że i ja w przyszłości będę zadowolona z macierzyństwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze mamą nie jestem, ale ciekawe jak mi się życie ułoży. Podziwiam wszystkie matki, to ciężka praca wychować dobrze dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciężka, ale na szczęście wdzięczna :)

      Usuń
  4. Ja myślę, że nie trzeba być SuperMamą, bo co to w sumie znaczy. Trzeba po prostu kochać swoje dzieci rozsądnie i nuie wwedług nowomodnych wymysłów. A jeżeli już SuperMama ...to chyba ta, która swym dzieciom daje jak najwięcej swego czasu.

    Pozdrawiam serdecznie wszystkie Super i mniej Super Mamy i życzę Wam byście nie żałowały siebie swoim dzieciom......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że trzeba być SuperMamą dla swojego dziecka, a dla każdego to oznacza co innego. Właśnie ta miłość i rozsądek sprawiają, że jesteśmy super. ;-)

      Usuń
  5. Gratuluję pozytywnego podejścia do macierzyństwa. A i samego macierzyństwa również gratuluję. Jaś na pewno ma super mamę :D

    Pozdrawiam, Oktawia
    Babskie Czytanki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba może stwierdzić tylko Jaś - mam nadzieję, że jako dorosły człowiek będzie zadowolony ze swojej mamy... To moje marzenie :)

      Usuń
  6. Wspaniały, wzruszający post. Czytając kolejne punkty mogłam w wielu z nich dostrzec samą siebie. Na pewno stałam się o wiele bardziej cierpliwa i także bronię swojego dziecka jak tylko potrafię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wiele nas łączy. Buziaki! :*

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Staram się, jak mogę, chociaż wiele jeszcze chciałabym zmienić w sobie...

      Usuń
  8. No to najlepszego dla nas w tym dniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jako SuperMama trójki dzieci mogę śmiało potwierdzić , że jesteś Sylwio SuperMamą☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, takie słowa od innej mamy to coś wspaniałego! Ty też jesteś SuperMamą :*

      Usuń
  10. Jeszcze mamą nie jestem :D Ale świetny post, można wiele od Ciebie wyciągnąć na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zbyt wiele we mnie niedoskonałości, ale pięknie dziękuję :*

      Usuń
  11. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia Matki dla Super Mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla Jasia jesteś najlepszą mamą :) Za każdym razem gdy widzę tę grafikę mam łzy w oczach, mąż tak samo, choć stara się nie okazywać. Jeśli zdarzy mi się gorszy czas, włączam to foto w telefonie i od razu mam power. Ogólnie we wszystkich punktach się z Tobą zgadzam w 1000% :) Też nie śpię i żyję, choć jeszcze niedawno stwierdziłam, że umrę, ale cóż zrobić. Karmię, więc bufet musi być dostępny na żądanie :) Pozdrawiam Was i składam serdeczne, spóźnione życzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. SuperMama z Ciebie ;) I świetnie napisałaś ten post. Widzę, że bardzo rozsądnie podchodzisz do macierzyństwa i to mi się podoba;) Sama jeszcze nie mam dzieci, ale mam nadzieję, że też umiałabym uzbierać 10 pozytywów swojego bycia Mamą ;) Najważniejsze jest chyba to, żeby nie porównywać dzieci do siebie, każde rozwija się w swoim tempie i nie można na siłę czegoś robić (siadać, puszczać rączki). A wszystkim, którzy będą dawali mi "dobre" rady, pourywam języki, bo moje dziecko - moja sprawa ;)

    Buziaczki ;*

    OdpowiedzUsuń

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...