Strony

czwartek, 8 czerwca 2017

Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki - Violetta Ozminkowski

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 3 czerwca 2014
Liczba stron: 304

Bardzo rzadko sięgam po (auto)biografie, ponieważ generalnie istnieje niewiele osób, których życie interesuje mnie tak mocno, abym chciała wiedzieć o nim niemal wszystko, a przynajmniej sporo ponad to, co można znaleźć w sieci. Jednak na fali popularności wznowionej Sztuki kochania, a także obejrzeniu filmu o tym tytule, zapragnęłam bliżej przyjrzeć się pierwszej damie polskiej seksuologii.

Michalina Wisłocka, zwana Miśką, pochodziła z bardzo wykształconej rodziny, przynajmniej jak na czasy, w których się urodziła i dorastała. Już od dziewiątego roku życia prowadziła pamiętnik, nie odpuszczając przez kolejne długie lata. Przeżyła wojnę, gruźlicę, tyfus, zapalenie mięśnia sercowego oraz szereg innych dolegliwości oraz chorób. Przeszła długą i bardzo wyboistą drogę, aby wydać książkę, która była obowiązkową lekturą w każdym domu (i to w wielu krajach). Aktualnie częściej niż o Sztuce kochania, mówi się o jej romansach oraz życiu w trójkącie. Wisłocka wraz z mężem i przyjaciółką Wandą tworzyła związek, w jakim wraz z jej ślubnym łączyła ją więź duchowa oraz umysłowa - dobrej relacji fizycznej nie było ani grama.

Szkoda, że nie było kobiety do konsultacji, gdy Pan Bóg stwarzał Ewę. Wyszło na to, że cierpi w czasie miesiączek, cierpi u bram rozkoszy, cierpi w ciąży, cierpi w czasie rodzenia. A Adam? On ma rozkosz seksualną niczym nieobwarowaną. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. 

Jestem pełna podziwu za jej niesłabnący upór - nawet kiedy wszyscy rzucali jej kłody pod nogi, to ona brnęła przez to bagno. Zawsze do przodu. Jeżeli wycofywała się to tylko po to, żeby znaleźć inną drogę dojścia do tego, czego pragnie. Tym większym smutkiem napawa mnie fakt, iż nie mogła pogodzić się z upływającym czasem oraz nieubłaganą starością. Do samego końca żałowała, że zbyt wiele chwil poświęcała pracy, na czym mocno ucierpiało jej życie rodzinne. Długie lata walczyła o wzbogacenie świadomości kobiet, robiąc szum i furorę jedynie przez pewien czas - świat zaczął pędzić tak szybko, iż o Wisłockiej niemal zapomniano, a ona sama odeszła w nędzy i względnej samotności.

Jak już wcześniej wspomniałam, niezwykle rzadko sięgam po (auto)biografie. Jednak tę czytałam z niemal stałym zainteresowaniem, jakbym zagłębiała się w całkiem niezłą powieść obyczajową. Violetta Ozminkowski bardzo rzetelnie podeszła do tematu, dzieląc się różnymi anegdotami i smaczkami z życia jednej z największych ikon PRL-u. Postać Wisłockiej jest fascynująca oraz niezmiernie ciekawa. Rzecz jasna, wielu jej kontrowersyjnych zachowań nadal nie rozumiem oraz nie popieram, ale to było jej życie, więc nie nam oceniać jej postępowanie. Aborcje, życie w trójkącie, tolerowanie kochanek męża czy romanse z żonatymi mężczyznami - to kompletnie nie moja bajka, ale skoro inni dobrze czują się w takich sytuacjach, to ich sprawa.

Dzięki tej lekturze dużo lepiej poznałam Michalinę Wisłocką, dowiadując się różnych ciekawostek. Do tej pory nie miałam pojęcia, iż miała ona najprawdopodobniej niezdiagnozowany zespół Aspergera, o jakim  kompletnie nie słyszano w tamtych czasach. Do tego cierpiała na zaburzenia ortostatyczne, w wyniku których często mdlała. Co ciekawe - Wisłocka nie potrafiła sprzątać i gotować, co "odziedziczyła" także jej córka. Jestem pełna podziwu jak ta kobieta wytrzymała tyle lat w związku ze Stachem, który już od pierwszych ich spotkań byłby dla mnie skreślony. Kobieta pewna siebie związała się z mężczyzną pragnącym, aby jego żona chodziła jak w zegarku oraz spełniała jego rozkazy, będąc jedynie pomocnikiem w pracy naukowej, a nie osobą mogącą rozwijać swoje pasje i zainteresowania. Wisłocka zdecydowanie była kobietą szukającą miłości nie tutaj, gdzie trzeba...

* cytat ze str. 48

Książka bierze udział w wyzwaniach: Dziecięce poczytania oraz Pod hasłem.


Przeczytaj także:

18 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie! Lubię poznawać nowe historie, zapisuję więc tę pozycję na swojej liście!

    OdpowiedzUsuń
  2. Od czasu do czasu sięgam po biografie. Wisłocka to bardzo ciekawa postać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam czytać bibliografie! Czytałam "sztukę kochania", natomiast nie miałam zapoznać się z biografią Wisłockiej. Chętnie to nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obejrzałam tylko film "Sztuka kochania". Całkiem mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja od czasu do czasu lubię sięgnąć po biografie, ale głównie dotyczą one monarchów. Mimo że Michalina Wisłocka to ostatnio gorące nazwisko, to jakoś nie mam potrzeby poznawania jej bliżej. Nawet nie oglądałam jeszcze "Sztuki kochania"...

    Pozdrawiam, Oktawia
    Babskie Czytanki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monarchowie kompletnie nie znajdują się w kręgu moich zainteresowań, dlatego zupełnie nic o nich nie wiem...

      Usuń
  6. Również rzadko sięgam po biografie, ale myślę, że akurat tą mogłabym przeczytać ;) Ale najpierw wolałabym się skupić na "Sztuce kochania".

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dobry wybór. Jestem ciekawa, jakie wrażenie wywrze na Tobie.

      Usuń
  7. Byłam na filmie i się zakochałam! Sztukę kochanka od razu kupiłam, ale jeszcze długa droga przede mną aż ją przeczytam - ale na pewno tak się stanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemnej lektury w takim razie :)

      Usuń
  8. Muszę przyznać, że gdyby nie film o tej kobiecie, nie miałabym o niej pojęcia. Jednak bardzo zainteresowała mnie jej postać. Na wielu blogach, artykułach czytam, że miała silne charakter i wspaniałą osobowość. A ten cytaty jest taki prawdziwy! Nie raz również powtarzam podobne słowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze przyznam, że u mnie to samo - odkąd ostatnio nie zaczęło być głośno o Wisłockiej, to nie miałam pojęcia, kim jest.

      Usuń
  9. Podobnie jak TY nie lubię biografi, chyba, że dotyczy ona mojego idola, bądz autorytetu. Niestety ta pani nie jest ani tym, ani tamtym dla mnie, więc pozycję sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasami zdarza mi się sięgnąć po biografię. Twoja recenzja zaciekawiła mnie i chętnie przeczytam biografię Wisłockiej. Filmu nie widziałam, ale może kiedyś nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  11. Książkę "Sztuka kochania" dostałam od mamy na Dzień Dziecka. Oczywiście kojarzyłam Wisłocką jedynie z filmu (o którym słyszałam), potem z wysypu recenzji (na które zerkałam). Lektura samej "Sztuki..." jeszcze przede mną, ale biografię raczej ominę :) Rzadko sięgam po tego typu publikacje. Chociaż nie mówię, że na pewno, bo może ta "Szuka..." mnie pochłonie, kto wie? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiedziałam o tym, że Wisłocka prawdopodobnie miała zespół Aspergera... o innych faktach z jej życia coś słyszałam, ale nie ukrywam, że jest to wiedza bardzo powierzchowna. A dobrze czasem poczytać o tak niezwykłych osobowościach.

    OdpowiedzUsuń

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...