Strony

czwartek, 26 października 2017

Gorzej być nie mogło: "Spalone mosty" - Eileen Curtright

Tytuł oryginału: The Burned Bridges of Ward, Nebraska
WydawnictwoMarginesy
Data wydania: 23 sierpnia 2017
Liczba stron: 304

Nie miałam pojęcia, czego spodziewać się po tej lekturze. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam (szkoda, że nie zajrzałam do licznych opinii na portalu Goodreads), ale opis skutecznie zachęcił mnie do sięgnięcia po Spalone mosty. Okładka także przywiodła na myśl ciepłą, przyjemną i lekką opowieść o samotnej matce zmagającej się z niełatwą rzeczywistością. Och, gdybym tylko wiedziała, na co się porywam...

Życie w małym miasteczku ma swoje uroki, ale posiada także minusy, które w ostatnim czasie zdarzają się górować nad pozytywami w życiu Becky. Kobieta pracuje w klinice, pomagając parom zostanie rodzicami. Sama ma 10-letniego syna, który coraz częściej uświadamia jej, że dorasta. Do tego na jej drodze nagle pojawia się znajomy sprzed lat, mącąc w głowie jej synowi, a dyrektor szkoły także zaczyna podejmować bardzo dziwne decyzje.

Teraz podzielę się z Wami wnioskami, jakie można wynieść z tej historii. Mianowicie: pomaganie ludziom tylko ich krzywdzi, zatem nawet nie ważcie się dzielić z innymi tym, co macie, bo nie wyjdzie im to na dobre, a tym bardziej wam. Do tego nauczyciele robią wodę z mózgów dzieci, które stają się jedynie pionkami w ich zawodowej grze. Dorosłe ADHD potrafi uprzykrzyć życie, ale spokojnie - zawsze można załatwić sobie lewą receptę na jakieś prochy bądź plastry ułatwiające funkcjonowanie. Ponadto nie dajmy się wykorzystywać pracodawcy, zwłaszcza jeśli jest leniwy i uzależniony od romansów. To na tyle nauk wyniesionych ze Spalonych mostów. Usatysfakcjonowani?

Gdzie zapodziała się owa błyskotliwość, śmieszność i przenikliwe ujęcie nowoczesnego rodzicielstwa, o jakich można przeczytać na okładce tej książki? Nie odkryłam także wdzięku głównej bohaterki,a sama historia wcale nie jest zabawna. Mam naprawdę duże poczucie humoru, szczególnie w zakresie ironii, ale ani razu nie zaśmiałam się podczas tej lektury. Ba!, moje kąciki ust nawet nie drgnęły... Do tego nie wiem, kto tworzył opis do tej książki i czy brzmi tak on w oryginale, ale od kiedy leczy się bezpłodność? Albo tłumacz zawalił, albo autorka nie przyswoiła sobie pewnych informacji - niepłodność można leczyć, za to bezpłodność jest stanem nieodwracalnym. Owszem, w takim przypadku może pomóc chociażby in vitro, ale same miejsce to klinika niepłodności, a nie bezpłodności... Nie ma to jak odpowiednie rozeznanie w temacie.

Nie mam pojęcia, co autorka miała na celu, tworząc ten utwór. Jeśli chciała zjednać sobie czytelników, pisząc zabawną i poruszającą powieść, to zdecydowanie nie wyszło. Chyba, że jej marzeniem było napisanie żenującej i dennej historii, bo to akurat się udało. Trochę mi szkoda, iż wydawnictwo, które słynie z naprawdę dobrze przygotowanych i ciekawych tytułów, pokusiło się o wydanie takiej tandety. Mam nadzieję, że to tylko wypadek przy pracy i jednorazowa wtopa. 

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytamy nowościCzytamy powieści obyczajowe oraz Dziecięce poczytania.

19 komentarzy:

  1. To raczej w takim razie nie zajrzę do tej książki. Dobrze, że przed nią ostrzegasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. dobrze, że ostrzegasz! Zastanawiałam się jakiś czas temu nad tą książką bo mignęła mi gdzieś na promocji. Szkoda czasu na taką słabiznę :/

    booklicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, a ja ją kupiłam. Mam nadzieję, że nie będę żałowała.;)
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, abyś nie stwierdziła, że to pieniądze wyrzucone w błoto! ;-)

      Usuń
  4. Wielka szkoda, że książka zawodzi. Ostrzegę siostrę, bo miała na nią ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że autorka się nie popisała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno następne książki, jeśli się pojawią, będę omijała szerokim łukiem...

      Usuń
  6. Nie słyszałam do tej pory o tej książce, ale widać to nic straconego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie nie jest o niej głośno. Nawet na Lubimy Czytać tylko kilka osób ją czytało.

      Usuń
  7. Czyli wyszło fatalnie. Bywa i tak, że oczekiwania zostają maksymalnie zawiedzione. Szkoda, że musiałaś zmarnować na nią swój czas. Ale dzięki temu ja wiem, że warto omijać ją szerokim łukiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebym nie była książkową masochistką, to pewnie rzuciłabym ją w kąt, ale zawsze mam nadzieję, że może jednak zakończenie uratuje całość...

      Usuń
  8. Czuję się skutecznie zniechęcona ;) W takim razie ten tytuł będę omijać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za opinię, będę polować na inne tytuły
    ;) Pozdrawiam Justyna z wszystkococzytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki za opinię, będę polować na inne tytuły
    ;) Pozdrawiam Justyna z wszystkococzytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...