Stwórz legendę: "Gus" - Kim Holden

Mam wrażenie, że nie istnieje na świecie żaden mol książkowy, który nie słyszałby o Promyczku Kim Holden. Owa powieść szturmem wkroczyła na czytelnicze salony, aby skraść serca większości. Od tego czasu pojawiły się dwa kolejne tomy, zatem kiedy na bibliotecznej półce ujrzałam Gusa, bez zastanowienia sięgnęłam po ów tytuł, aby ponownie powrócić do znanych bohaterów...

Gus nie potrafi poradzić sobie po śmierci Kate. Wraz ze swoim zespołem wyrusza w trasę koncertową, gdzie zatraca się w rockowej rzeczywistości, nie odmawiając alkoholu oraz innych używek. Na jego drodze pojawia się niepewna siebie Scout, która za wszelką cenę pragnie ukryć swoje blizny pooparzeniowe. Dziewczyna chce uciec od demonów przeszłości... Czy to połączy ją z Gusem?

Masz tylko jedną szansę w tym cyrku zwanym życiem. Nie siedź na widowni, przyglądając się przedstawieniu. Wskakuj na scenę i bądź wielki. Właśnie tam znajdziesz ogień.

Bardzo miło wspominam Promyczka, chociaż nie uroniłam przy tej powieści ani jednej łzy, co spotkało wiele innych czytelniczek. Gusa czytało mi się przyjemnie, aczkolwiek mam wrażenie, że tę lekturę można byłoby spokojnie skrócić o przynajmniej sto stron i nie straciłaby na wartości. Niektóre wątki są zbyt mocno rozwleczone, przez co momentami nic się nie dzieje. Niemniej mam nadzieję, iż w miarę szybko uda mi się poznać bliżej Franco, gdyż zdecydowanie bardziej lubię umięśnionych i wytatuowanych facetów, niżeli długowłosych i piorących ciuchy wtedy, gdy cuchną na kilometr (wybacz Gus, ale jesteś szczęściarzem, że Scout pokazała ci, jakim dobrodziejstwem jest pralka!). 

Ta książka idealnie przedstawia życie ludzi, którym zabrakło bliskiej osoby u boku. Niejednokrotnie nie potrafimy odpowiednio przeżyć żałoby, przez co zbyt długo tkwimy w letargu, a smutek zamiast odpuszczać, nadal trzyma nas za gardło. Na szczęście Kim Holden zadbała również o to, aby czytelnicy nie popadli w depresję i nazbyt mocną melancholię, gdyż okraszyła tę historię dawką humoru, który podpasuje nawet ponurakom. 

Każdy z nas przechodzi gorsze momenty w swoim życiu. To nic złego, bo nie jesteśmy cyborgami i mamy prawo do słabszych dni. Jednak najważniejsze jest mieć w sobie siłę do stawiania czoła wyzwaniom, a także nie poddawania się. Nikt nie zawalczy o nasze szczęście tak jak my sami - znajduje się ono w naszych rękach. 

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytamy powieści obyczajoweDziecięce poczytania oraz Powrót do dzieciństwa.

Dane techniczne o książce
Wydawnictwo: Filia
Seria/cykl: Promyczek
Data wydania: 7 września 2016
Liczba stron: 504
Gatunek: literatura młodzieżowa

21 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Zarówno "Promyczek" jak i "Gus" bardzo mi się podobały i chyba dlatego trochę zwlekam z "Franco: bo wtedy cała historia dobiegnie końca a przyznam że z niewiadomych dla mnie przyczyn zżyłam się z bohaterami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to już jest, że człowiekowi smutno żegnać się nawet z wymyślonymi postaciami... Na szczęście zawsze można do nich wrócić. :)

      Usuń
  2. Czytałam tylko "Promyczka" muszę nadrobić w wolnej chwili. :)
    Pozdrawiam serdecznie ♥♥
    Nie oceniam po okładkach

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie kończę czytać "Gusa" - choć minie trochę czasu nim moja opinia pojawi się na blogu ( mam zaległe recenzje )...ale powiem, że "Promyczek" jest bardziej emocjonalny i realny, "Gus" odrobinę przypomina bajkę :), ale rewelacyjnie szybko i przyjemnie się czytra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie "Promyczek" bardziej porusza emocje, chociaż mnie i tak nie wzruszył tak jak większości.

      Usuń
  4. Cały czas mam w planach te książki. Muszę w końcu się za nie zabrać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Siostra całkiem lubi twórczość tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie miałam okazji czytać tych dwóch pozycji. Może nadrobię wkrótce.
    Pozdrawiam :*
    Twinkle Tiny Star

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tylko Promyczka, ale jestem w tej książce zakochana.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zakochana nie jestem, ale miło wspominam tę lekturę. :)

      Usuń
  8. O Holden było głośno i aż wstyd się przyznać, że nie czytałam żadnej z jej powieści... Mam nadzieję, że w końcu uda mi się to nadrobić, bo gdzie nie spojrzę, tam pozytywna opinia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam "Promyczka", czytałam "Franco", ale "Gus" gdzieś mi umknął. Planuję nadrobić straty, chociaż też wolę umięśnionych i wytatuowanych :) :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzeba wiele siły, aby mimo przeciwności losu zawalczyć o siebie, swoje prawa, szczęście i miłość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, wymaga to ogromnego samozaparcia, a także dużej dawki wsparcia ze strony bliskich.

      Usuń
  11. O Promyczku nie dało się nie słyszeć:) Nie czytałam jednak ani jego, ani Gusa. Raczej nie mój klimat. I też wolę tatuaże niż nieprane ciuchy :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja już mam ksiązki upatrzone, ale w bibliotece jest nadal na nie ogromna kolejka, więc muszę niestety poczekać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból. Sama czekałam na "Gusa" długie miesiące...

      Usuń
  13. Wszyscy się podniecali Promyczkiem - przeczytałam, no spoko.
    Gus mnie zachwycił, ale czekałam na wiśienkę na torcie czyli Franko.
    I ostatnia ksiażka własnie mnie strasznie zawiodła.
    Wracajac do Gusa - jest okej. Poziom i fabuła bardzo mi się podobały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei miło wspominam "Promyczka", ale jednak bez fajerwerków. "Gus" tym bardziej mnie nie uwiódł, ale po "Franco" na pewno sięgnę - choćby ze względu na to, aby mieć za sobą całą serię.

      Usuń
  14. "Promyczek"" już jakiś czas stoi na mojej półce, ale ciągle miałam coś innego do przeczytania. Czytałam dużo recenzji i tak jak piszesz, wiele dziewczyn wspominało o hektolitrach wylanych łez, ale u siebie (największej niepłatnej płaczki) zauważyłam, że troszkę serce mi stwardniało, bo już coraz rzadziej zdarza się mi uronić łezkę przy książce, choć wcześniej wzruszenie chwytało mnie bardzo często. Nie wiem czy ja zmieniłam swoj sposób postrzegania czy zmienił się mój gust czytelniczy. Hmm... Jak szybko przeczytałaś "Promyczka"?

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.