Krótko i na temat #2: "Ugly Love", "Opowieść podręcznej", "Uwiązani"

Wydawnictwo: Otwarte | Data wydania: 13.04.2016 | Liczba stron: 344 | Gatunek: romans

Po zapoznaniu się z trzema powieściami Colleen Hoover doszłam do wniosku, że na tym zakończę swoją przygodę z twórczością tej autorki. Nie twierdzę, iż jej utwory są złe, bo spędziłam kilka przyjemnych chwil podczas czytania, aczkolwiek w moim odczuciu są one nazbyt schematyczne i niekiedy mocno przesadzone, szczególnie jeśli pisarka pragnie upchnąć wszelkie zło świata w jednej historii. Jednak po kilku latach zmieniłam zdanie, kiedy ujrzałam na bibliotecznej półce Ugly love - doszłam do wniosku, iż dam kolejną szansę Colleen.

Powieść podzielona jest na rozdziały, gdzie naprzemiennie narracja prowadzona jest przez główną bohaterkę opisującą aktualne wydarzenia lub głównego bohatera powracającego wspomnieniami do przeszłości. Zdecydowanie zostałam zwolenniczką Milesa - to jego historia mnie wzruszyła, zdecydowanie zasługując na oddzielną książkę, reszta była po prostu... zwyczajna, a miejscami nawet nijaka. Tate to taka typowa kobieta, która zakochuje się w facecie, mając nadzieję, że dla niej stanie się inny, a potem żali się, iż jednak ukochany nie traktuje jej tak, jakby tego oczekiwała. 

Historia nie jest nazbyt porywająca i nie ukrywam, że gdybym nie widziała nazwiska autorki na okładce, to nie przeszłoby mi przez myśl, iż wyszła ona spod jej pióra. Ugly love nieco różni się od innych powieści Hoover, gdyż zdecydowanie więcej tu scen erotycznych, na czym przez długi czas opiera się cała fabuła. Kompletnie mi to nie przeszkadza, bo dawno temu skończyłam -naście lat. Generalnie książkę przeczytałam szybko, jak na moje mocno ograniczone możliwości, gdyż nie jest zbyt wymagająca. To zdecydowanie takie guilty pleasure, przy czym oczywiście pojawia się tu kilka dramatów, bez czego nie mogłoby się obejść. Zamierzam jeszcze przeczytać niezwykle zachwalane It Ends with Us - jeśli ta lektura nie skradnie mojego serca, to na tym poprzestanę. 

Książka bierze udział w wyzwaniach: Dziecięce poczytania BonusoweGrunt to okładkaWyPożyczone oraz Zatytułuj się.

Tytuł oryginału: The Handmaid's Tale | Wydawnictwo: Wielka Litera | Data wydania: 28.04.2017
Liczba stron: 368 | Gatunek: powieść antyutopijna

Opowieść podręcznej to książka, która jeszcze niedawno wyskakiwała na mnie niemal wszędzie. Opis oraz pozytywne recenzje sprawiły, że ten tytuł znalazł się na mojej tegorocznej liście must read. Podeszłam do tej lektury z ogromnym entuzjazmem, podejrzewając, iż utwór Margaret Atwood stanie się jednym z najlepszych, jakie było mi dane przeczytać. No cóż, owszem - Opowieść podręcznej znajdzie się na liście, ale największych rozczarowań tego roku...

Doceniam wspaniały pomysł autorki na fabułę, a także plastyczny język i wszelkie inne walory stylistyczne. Niestety to tyle dobrego, bo cała reszta kompletnie mi nie podeszła. Cała historia przedstawiona jest bardzo chaotycznie - narratorka lawiruje pomiędzy teraźniejszością a przeszłością w taki sposób, że niejednokrotnie musiałam domyślać się, o jakim etapie swojego życia wspomina. Gdyby tego było mało, w tej książce tak naprawdę nic się nie dzieje. Freda siedzi w swoim pokoju i wspomina dawne lata, spotyka się z Komendantem, wychodzi ze swoją towarzyszką na zakupy, zahaczając o spacer przy Murze w celu ujrzenia powieszonych ludzi i... to tyle. Nawet jeśli pojawia się scena, którą można byłoby ciekawie poprowadzić, to zostaje ona zaraz ucięta w banalny sposób. W zasadzie mam wrażenie, że ta powieść nie została zakończona - czytelnik nawet nie może zbyt mocno domyślić się finału, bo rozwiązań jest multum, a i tak nie wiadomo, które bardziej prawdopodobne.

Żałuję, że pisarka nie wykorzystała potencjału drzemiącego w tej historii, chociaż patrząc na opinie innych czy nagrody zdobyte przez tę książkę, wiele osób coś w niej doceniło - ja niestety nadal nie wiem, co to mogło być, pomimo naprawdę dobrych chęci. Ostatnio przytargałam z biblioteki Grace i Grace Atwood, ale teraz boję się po nią sięgać, jeśli mogę zawieść się ponownie.

Książka bierze udział w wyzwaniach: Dziecięce poczytania Bonusowe oraz WyPożyczone.

Tytuł oryginału: Men, Women & Children | Wydawnictwo: Prószyński i S-ka | Data wydania: 07.04.2015
Liczba stron: 352 | Gatunek: powieść młodzieżowa

Tę historię poznałam dużo wcześniej za sprawą filmu, który naprawdę był całkiem niezły i dawał do myślenia. Z tego względu chętnie sięgnęłam po wersję papierową Uwiązanych, wierząc, że okaże się podobna do produkcji filmowej. Niestety jest to jeden z nielicznych wyjątków, kiedy film jest dużo lepszy niż powieść.

Poruszana tematyka jest bardzo odważna, także książka na pewno przypadnie do gustu wąskiej grupie czytelników. Ja generalnie nie mam nic przeciwko tak śmiałym lekturom, ale nie wystarczy rzucić kilkoma pomysłami, aby zjednać sobie czytelników. Kultgen przedstawia zagrożenia współczesnego świata: zbyt łatwy dostęp do pornografii w internecie, różnorakie uzależnienia, oddalanie się od siebie, problemy z komunikacją, wyścigi w walce o utratę dziewictwa, bulimia i anoreksja, poronienia, konieczność wcielania w życie scen z filmów dla dorosłych, próby samobójcze. Niestety sięgając po tak istotną problematykę, warto byłoby zrobić to umiejętnie...

Mam wrażenie, że Chad Kultgen nieco pogubił się w fabule, na siłę upychając zbyt wiele w za małej ilości stron. Sięgnął po ogrom tematów, kompletnie nie wiedząc, jak je dalej poprowadzić, przez co zakończył je w zupełnie nieodpowiednich momentach, w zasadzie urywając je bez wcześniejszych zapowiedzi. Generalnie pomysł był całkiem niezły, ale wykonanie nieprzemyślane i nieudane. Ewidentnie zabrakło tu przemyślenia całego konceptu oraz zakończenia, które skłoniłoby do refleksji i pokazało, jak wiele zagrożeń niosą za sobą mobilne technologie. Gdyby tę fabułę przejął ktoś, kto naprawdę zna się na pisaniu, wykorzystując drzemiący w niej potencjał, to mógłby naprawdę stworzyć interesującą powieść, a tak wyszła totalna porażka.

Książka bierze udział w wyzwaniach: Dziecięce poczytania BonusoweGrunt to okładka oraz WyPożyczone.

Czytaliście którąś z tych książek? Jakie są wasze wrażenia?

32 komentarze

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Ugly love bardzo miło wspominam i zaliczam ją do tych bardziej udanych pisarki...Pozostałych pozycji nie kojarzę - nawet wersji filmowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba faktycznie twórczość Hoover to nie moja bajka. ;-)

      Usuń
  2. Czytałam tylko Opowieść podręcznej i należę do tych , którzy nie byli rozczarowani ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jestem w tej nielicznej grupie rozczarowanych czytelników. ;-)

      Usuń
  3. Ja też mam serię "Krótko i na temat" :D Czasem książki nie wymagają osobnej recenzji co? :)
    Nie zrażaj się do Hoover! Oczywiście nie wszyscy muszą ją kochać ale osobiście uważam że "Ugly love" to jej najsłabsza książka a czytałam wszystko co zostało u Nas wydane. "It ends with Us" bardzo mi się podobało, "November 9" też było fajne :)
    A co do "Opowieści podręcznej" to mi się całkiem podobała muszę przyznać ale uważam że można było wycisnąć z tej historii więcej i mam nadzieję że zrobią to scenarzyści serialu w drugim sezonie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę tak samo się nazywa? Oooo, ciężko jest coś wymyślić, aby nie powielało się u innych. :P Cóż, niełatwo jest nie zrazić się do twórczości Colleen, jeśli przeczytało się jej cztery książki i żadna z nich nie powaliła na kolana...

      Usuń
  4. Nie czytałam żadnej, ale twórczość Colleen Hoover nie jest mi obca.

    OdpowiedzUsuń
  5. A czytałaś "Maybe someday" Hoover? O ile "Ugly love" niespecjalnie przypadło mi do gustu, i generalnie nie jestem zwolenniczką autorki, bo znam tylko dwie wymienione przeze mnie książki, to właśnie "Maybe someday" uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytałam "Maybe someday" - jest ona najlepszą z czterech książek Hoover, jakie poznałam, aczkolwiek nadal nie skradła mojego serca...

      Usuń
  6. Czytałam "Ugly love" - ani to najlepsza, ani najgorsza książka autorki. Jest szansa, że "It ends with us" spodoba Ci się bardziej - dla mnie to najlepsza książka autorki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno dam jej jeszcze jedną szansę - jeśli Hoover jej nie wykorzysta, to koniec z naszą znajomością. ;-)

      Usuń
  7. Pierwszy tytuł bardzo mi się podobał. Pozostałe mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Żadnej z tych książek nie czytałam, ale chcę niedługo poznać twórczość Colleen Hoover. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. nie czytałam żadnej z książek:( ale uwielbiam okładki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Colleen Hoover jak dla mnie jest bardziej reklamowana niż warta. Owszem- jej historie są w porządku, a ona sama wydaje się być spoko babką, jednak przeczytałam jej cztery książki i póki co na tym poprzestaję. "Hopeless" mi się podobało, ale teraz nie widzę w niej nic ciekawego, "Maybe someday" to chyba najbardziej nielubiana przeze mnie jej książka, bo była strasznie ckliwa i trochę nierealna. Chociaż zaraz po skończeniu oceniłam ją bardzo pozytywnie, to teraz chce mi się z tego śmiać. "Ugly love" ma te sceny erotyczne, które jak dla mnie były bardziej śmieszne niż działające na wyobraźnię no i ta historia sama w sobie jest dalej taka nijaka. Jedyną książką Colleen, którą kocham z całego serca jest "Pułapka uczuć", niedawno nawet wyszło wznowienie całej trylogii. Jest dla mnie bardzo ważna i nie chcę na siłę szukać dramatów czytając następne tomy, ale pierwszy jak najbardziej polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że istnieją osoby, które mają podobne zdanie do mojego, chociaż jest ono dość odosobnione w tym przypadku. Miałam nie sięgać po "Pułapkę uczuć", ale skoro polecasz, to na pewno to rozważę.

      Usuń
  11. Ani jednej ani drugiej nie czytałam :) Książkę Hoover, chętnie przeczytam, mimo wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę, że raczej rozczarowujące te książki. Nie czytałam co prawda żadnej, ale dwukrotnie spotkałyśmy się z panią Hoover ("Maybe someday" i "Never never") i dwukrotnie miałam całkiem pozytywne wrażenia - choć "Maybe someday" lepsze. Podoba mi się styl autorki, nawet całkiem niegłupie są te książki - dobijają tylko płytcy bohaterowie, schematy i może rzeczywiście trochę takie nagromadzenie wszelkich problemów. Nie zrażam się jednak i jeśli jeszcze będę mieć okazję przeczytać coś Hoover - to raczej z tej okazji skorzystam. "Opowieści podręcznej
    omijam szerokim łukiem właśnie dlatego, że jest na tę powieść taki szał - a na takich pozycjach najczęściej się zawodzę. O "Uwiązanych" nigdy wcześniej nie słyszałam - ani o filmie, ani o książce - ale chyba nie chcę tego naprawiać. Prawienie o niezliczonej ilości problemów, o których prawią wszyscy, już mnie męczy (choć nie mówię, że są to tematy nieistotne, ale wszyscy mówią dokładnie to samo. Ech).
    Ballady Bezludne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Maybe someday" wspominam najlepiej z twórczości autorki, aczkolwiek zabrakło mi fajerwerków, których oczekiwałam po niezwykle zachwalających recenzjach. Niestety nadmiar dramatów oraz schematy to coś, co najbardziej mnie rozczarowuje, aczkolwiek przy takim natłoku wydawanych powieści, ciężko jest wymyślić coś oryginalnego.

      Usuń
  13. Widzę, że miałaś ostatnio nieciekawe literackie spotkania. Współczuję, bo kilka niezbyt fajnych książek z rzędu może obrzydzić czytanie na jakiś czas. Hoover nie znam i jakoś specjalnie mnie do jej twórczości nie ciągnie. "Opowieść podręcznej" niedawno kupiłam i mam wobec niej wysokie oczekiwania, więc trochę mnie zmartwiłaś swoją opinią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, co do "Opowieści podręcznej" to jestem jedną z nielicznych zawiedzionych tą lekturą, więc może będziesz miała te szczęście, że spodoba Ci się bardziej. Na szczęście słabe książki nie obrzydziły mi czytania, ale wiem, że tak się zdarza...

      Usuń
  14. A wiesz, że z Hoover miałam podobnie do Ciebie, zaczęłam od chyba jak dla mnie najlepszej jej książki Hopeless, ale już Losing hope, było tragiczne. Nie wspominając o Maybe Someday, czy jak to się poprawnie pisze. No w każdym razie Ugly było w miarę, chociaż też mnie nie porwało. No i odpuściłam sobie. Mam na półce dwie części pułapki uczuć, ale coś myślę, że raczej mi nie podpasują. No cóż, widać gdzieś się oddaliłam od tego typu historyjek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, mi z kolei bardziej podeszła "Maybe someday" niż "Hopeless", aczkolwiek bez rewelacji. "Ugly love" dostało ode mnie 6/10 - tamte niby więcej, ale chyba zbyt pobłażliwie do nich podeszłam.

      Usuń
  15. "Opowieści podręcznej" są na mojej czytelniczej liście, może bardziej przypadną mi do gustu niż Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytałam Ugly Love ale ogólnie jestem wielka fanką Colleen Hoover. A zachecilas mnie do obejrzenia Uwiązanych, dzis wieczorem oglądam na pewno!
    www.read-me21.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie miłego seansu - daj znać, jak się podobało! Ja mam za sobą cztery powieści Hoover i cóż... żadna mnie nie urzekła. Dam jeszcze szansę "It ends with us" i raczej na tym koniec.

      Usuń
  17. Wiem i pamiętam, że Hoover nie robiła na Tobie wrażenia. Tutaj się różnimy :) "Ugly Love" to jedna z moich ulubionych powieści.
    Co do "It Ends with Us" myślę jednak, że się nie zawiedziesz. Ta książka jest zupełnie, zupełnie inna. Bardziej ambitna, prawdziwa, niosąca prawdziwy i wyraźny przekaz.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ty kończysz przygodę Hoover, a ja jej nawet nie zaczęłam... ale muszę się przekonać sama jak mi się spodoba lub nie!

    OdpowiedzUsuń
  19. Do MArgaret się zbieram, ale właśnie jakos ciągle coś na przeszkodzie stoi.. i opinie takie mieszane, że już sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.