Depresja poporodowa: "Wszystkie pory uczuć. Lato" - Magdalena Majcher [PRZEDPREMIEROWO!]

Media często donoszą nam o różnorodnych sytuacjach, w których maleńkim dzieciom dzieje się krzywda, a ich katami okazują się matki. Często osądzamy je bez żadnych skrupułów, bez jakiegokolwiek zastanowienia się, co było powodem takiego zachowania. Oczywiście przemoc należy tępić w zarodku, ale może łatwiej byłoby rozejrzeć się wokół i sprawdzić, czy wokół nas nie znajduje się kobieta, która kocha swoje dziecko, ale nie potrafi poradzić sobie z emocjami po jego narodzinach? Zdecydowanie zbyt rzadko mówimy o depresji poporodowej, która zbiera żniwo... Reagujmy, póki jest czas.

Joanna jest w szczęśliwym związku, a na domiar tego spodziewa się upragnionego dziecka. Główna bohaterka już w ciąży nastawia się na poród naturalny, karmienie piersią, urodzenie spokojnego synka, który nie będzie wymagał zbyt wiele. Niestety życie daje jej w twarz, bo musi urodzić poprzez cesarskie cięcie, Antoś okazuje się typowym High Need Baby, a karmienie nie wychodzi (tu akurat zawiniło zabranie dziecka na noc i dokarmianie od samego początku, ale nie wchodźmy w szczegóły - jako weteranka karmienia piersią musiałam dorzucić tę dygresję). W takich momentach kobieta zaczyna zarzucać sobie, że nie nadaje się na matkę, a kiedy dojdzie do tego burza hormonów oraz chroniczne zmęczenie, to niedaleka droga do depresji...

Macierzyństwo jest bardzo trudną drogą, szczególnie po raz pierwszy, kiedy człowiek pragnie wejść w nową rolę z uśmiechem na twarzy. Zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne, szczególnie gdy kobieta przed porodem postawiła sobie zbyt wysoką poprzeczkę. Ja akurat nie bałam się opieki nad dzieckiem, a do wszelkich (po)porodowych wydarzeń podeszłam z nastawieniem, że będzie to największy hardcore w moim życiu. Wiedziałam, iż będzie ciężko, dlatego mogłam jedynie zaskoczyć się pozytywnie, bo byłam nastawiona na najgorsze, dzięki czemu miło wspominam ten czas, chociaż zmęczenie, niewyspanie i hormony dawały w kość.

Magdalena Majcher nie idzie po najmniejszej linii oporu, a wręcz przeciwnie - sięga po tematy trudne, których nie porusza się nawet w gronie najbliższych, a w książkach pojawiają się one zbyt rzadko. Jeśli nawet można je spotkać, to najczęściej są potraktowane zbyt pobieżnie albo ewidentnie widać, że autor nie zgłębił swojej wiedzy. Na szczęście na tę pisarkę można liczyć, o czym przekonałam się niejednokrotnie - bez odpowiedniego researchu nawet nie siada do pisania. Niektórzy powinni brać z niej przykład.

Przed współczesną matką stawia się ogrom oczekiwań, a z każdej strony padają miliony pytań, przez co kobieta czuje się wręcz zaszczuta. Niestety po porodzie całe życie trzeba podporządkować maleństwu, na co nie wszystkie panie są gotowe. W takich chwilach wielkim wsparcie są bliscy, którzy pomogą, podniosą na duchu i po prostu będą. Jednak przy okazji muszą bacznie obserwować młodą mamę, a jeśli zauważą jakiekolwiek niepokojące symptomy, to muszą niezwłocznie zareagować (tylko umiejętnie!), aby nie doszło do tragedii, o jakich nieraz słyszymy.

Drogie (przyszłe i nie tylko) mamy, pamiętajcie, że ideały nie istnieją, dlatego musimy czasami zrezygnować czy odpuścić, bo zmuszanie się do czegoś prowadzi jedynie do zguby. Nie będziemy gorsze, jeśli coś nam nie wyjdzie - zapewniam, iż dla waszych dzieci jesteście i będziecie najlepsze! Wasza miłość wynagrodzi wszelkie braki, bo nie ma nic lepszego, jak otwarte i ciepłe ramiona mamy oraz uśmiech na jej (zmęczonej, ale najpiękniejszej) twarzy.

Książka bierze udział w wyzwaniach: Dziecięce poczytania Bonusowe oraz Pod hasłem.
Dane techniczne o książce
WydawnictwoPascal 
Seria/cyklWszystkie pory uczuć
Data wydania: 23 maja 2018
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść obyczajowa

29 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Czytałam jedną książkę tej autorki, która mnie nie zachwyciła. Może jednak dam szansę tej serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to był jeden z pierwszych tytułów autorki? Naprawdę zachęcam do dania jej szansy.

      Usuń
  2. Koniecznie muszę przeczytać.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Każda książka tej autorki mnie zachwyca! Doceniam fakt, iż autorka podejmuje się trudnych tematów, a dodatkowo potrafi w ciekawy sposób je zaprezentować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie książki są na czasie, są bardzo potrzebne. Ktoś musi uzupełnić tę lukę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś czuję, że będę płakała przy tej książce <3
    Nie mogę się doczekać!
    ZAPRASZAM NA BOOKTOUR

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za recenzje :) Potrzebuję takiej książki i na pewno chętnie do niej zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie książki są bardzo potrzebne. Warto pamiętać, że depresja poporodowa może dotknąć każdą z nas. Warto edukować i uwrażliwiać bliskich mam, by zwracali uwagę na wszelkie niepokojące sygnały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - wsparcie i czujne oczy bliskich bardzo pomagają.

      Usuń
  8. Ta seria jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam ją w wersji przed drukiem i czekam teraz na swój egzemplarz :)
    najlepsza część z serii!

    OdpowiedzUsuń
  10. już się tej książki nie mogę doczekać. Magdalena Majcher napisała do tej pory świetne trzy tomy, wierzę, ze i kolejny będzie dobry, ale że aż najlepszy. Wysoko stawiasz poprzeczkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal w mojej pamięci najbardziej tkwi "Zima" ze względu na ten wątek a'la kryminalno-thrillerowy, ale jednak "Lato" porusza bardzo ważną kwestię macierzyństwa, a to temat bardzo mi bliski.

      Usuń
  11. Jeśli polecasz to dam się namówić :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mogę się doczekać, aż książka trafi w moje dłonie! :)

    Pozdrawiam serdecznie ♥♥
    Nie oceniam po okładkach

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajnie, że książka porusza właśnie taki pomijany temat depresji poporodowej. Mało się o niej słyszy, a jeszcze mniej mówi... niestety

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie zaczęłam czytać Wiosnę i wciągnęłambez granic! Strasznie kusi mnie ta seria... A z Twoim ostatnim akapitem zgadzam się w 100%-napisane w punkt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj całą, bo naprawdę każda część ma w sobie to COŚ. :)

      Usuń
  15. Muszę tą książkę koniecznie przeczytać! Temat mi bliski nie dlatego że sama przechodziłam depresje ale wiele mam borykających sie z tym problem którym za bardzo nikt nie wie jak pomóc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie sięgnij po nią, bo może uda Ci się nakierować jakąś kobietę do poszukania pomocy, a to już bardzo duży krok.

      Usuń
  16. Zgadzam się z Tobą - o depresji po porodowej powinno się mówić więcej i bardziej otwarcie. Zwykle nie czytam polskich autorów, ale chyba ze względu na ważną tematykę chyba się na nią skuszę. Tym bardziej, że okładka jest obłędna. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie okładki całego cyklu są przecudowne, a po książkę sięgnij. :)

      Usuń
  17. Chyba ten temat ostatnio za mną "chodzi". Jak nie (nie do końca świadomie z resztą) sięgam po książki, w których przewija się chociaż trud macierzyństwa to na filmy też takie chodzę... To prawda, widzimy w mediach wyidealizowany obraz, który sprawia, że nastawiamy się na pełnie optymizmu, a rzeczywistość okazuje się bańką, która szybko pęka... Bynajmniej nie dlatego, że ta "nowa" rola nie jest piękna, a dlatego, że jest inna. Kobietom chyba są potrzebne takie pozycje. Szczerość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kiedy urodziłam dziecko, non-stop sięgam po takie książki i w ogóle mi się nie nudzą. Dokładnie, takie szczere i niewyidealizowane pozycje są bardzo ważne.

      Usuń
  18. Mocno chcę przeczytać tę książkę. Myślę, że często na depresję poporodową ma wpływ podejście lekarzy i pielęgniarek po porodzie. Gdyby nie moja rodzina, nie wiem jak to wszystko by się rozwinęło, ponieważ byłam załamana, obolała po cesarskim cięciu, a dostałam dziecko ważące ponad 4 kilo i żadnej pomocy ze strony personelu. Nie mogłam go podnieść, a jeszcze do tego wszystkiego dostał zapalenia płuc i płakał cały czas. Pielęgniarki zabroniły mnie odwiedzać, ale mąż chował się za szafą gdy zaglądały :) I gdyby nie jego pomoc kompletnie bym się załamała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie nieciekawie... Ja akurat trafiłam do niedużego szpitala, gdzie czułam się, jakbym rodziła prywatnie. Mąż mógł przy mnie być, co było pomocne, bo miałam cesarkę, a Jaśko ważył 4400g, więc wstanie do niego było nie lada wyczynem. Nie da się ukryć, że od personelu dużo zależy, chociażby z karmieniem piersią, bo ja trafiłam akurat na dyżur cudownej kobiety, która od razu przystawiła mi Jasia, a inne dziewczyny musiały dawać butlę, bo maluch nie został od razu przystawiony.

      Usuń
  19. Autorka jak za każdym razem funduje pełen emocji, niesamowity temat. Już nie mogę się doczekać jej książki :) Mam nadzieję, że szybko u mnie zawita.

    OdpowiedzUsuń
  20. Trudna tematyka, ale o takich rzeczach powinno się pisać bo ta choroba dotyka wielu kobiet. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.