Owoce, warzywa i produkty mleczne w szkołach

Tydzień temu pokrótce wspominałam wam o unijnym Programie dla szkół, który dzisiaj chciałabym przedstawić nieco szerzej. 


Budżet Programu w roku szkolnym 2017/2018 wyniósł ok. 237,5 mln złotych, w tym: 117,4 mln z budżetu UE oraz 120,1 mln z budżetu krajowego. W skali całego kraju produkty dostarczane w ramach Programu dla szkół dotarły do ok. 1,8 mln uczniów klas II – IV szkół podstawowych, czyli 92% dzieci z grupy docelowej. Owoce i warzywa dostarczano do 12 462 szkół podstawowych, a mleko i produkty mleczne – do 12 697 placówek. Łącznie w trakcie całego roku szkolnego 2017/2018 dzieci z klas I-V szkół podstawowych spożyły 162,38 mln porcji owoców i warzyw oraz 143,68 mln porcji mleka i produktów mlecznych.

"Program dla szkół" jest pozytywnie odbierany i oceniany zarówno przez szkoły, jak i młodych konsumentów. Z ankiet przeprowadzonych przez KOWR w 6400 szkołach podstawowych objętych Programem wynika, że: 
· 95% dzieci chętnie spożywa produkty owocowo-warzywne; 
· 92% dzieci chętnie spożywa produkty mleczne; 
· 98% szkół uważa, że porcje owocowo-warzywne są skomponowane prawidłowo; 
· 99,5% szkół sprawdza jakość dostarczanych produktów; 
· 95% szkół uważa, że częstotliwość dostarczanych produktów jest wystarczająca.
Jestem totalną zwolenniczką takich akcji. Propagowanie zdrowych nawyków żywieniowych, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie dosłownie pędzą i zapominają o celebrowaniu posiłków, jest czymś niezwykle istotnym. Wpajanie dzieciom prawidłowych postaw to najlepsza inwestycja w przyszłość. Zwracajmy baczną uwagę na to, co jemy zarówno my, jak i nasze pociechy - nie traktujmy swoich żołądków jak śmietników, ale jak narządy, o które trzeba dbać z największą starannością.

21 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Dobrze, że takie programy są wdrażane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Te dane procentowe zostały chyba nieco gdzieś po drodze podrasowane... W szkole mojej córy - widzę praktykę - to tak nie wygląda... Często dzieciom produkty są wciskane do domu, bo nie ma ich kto jeść...
    Jakość szkoły sprawdzają? Serio?
    Nie wierzę w te cyfry, sorki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, takie informacje zostały mi przekazane, więc takie przedstawiam. :) Mój brat też korzysta z tego programu i nieraz przynosi warzywa czy owoce do domu, ale tam je właśnie zajada, także chyba nie ma większej różnicy, gdzie dziecko to zje. :)

      Usuń
  3. Akcję popieram, ale w rzeczywistości statystyki chyba wyglądają inaczej. Chrześniak męża przynosi do domu produkty, które jego koledzy nie zjedli/nie wypili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dokładnie, jak to jest liczone - może po prostu istotne jest to, że dziecko zabiera produkt do domu? Zresztą jeśli od małego dziecko nie ma zbyt dużej styczności z jedzeniem warzyw i owoców, to nie oszukujmy się - w późniejszym wieku też ich nie będzie chciał tykać.

      Usuń
  4. Takie programy zawsze warto wspierać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Również uważam, że to rewelacyjny pomysł. Wyniki ankiety prezentują się bardzo pozytywnie. Aż sama jestem zaskoczona. Pamiętam, jak wprowadzali u nas w szkole nowe zasady, zamknęli sklepik ze słodyczami, wprowadzili automat z owocami itd. Dzieci (i rodzice) byli oburzeni. Teraz każdy sobie chwali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nadal funkcjonuje? Pamiętam ten boom na posiłki bez soli i cukru, zamykanie sklepików... Słyszałam, że to nie znieśli, ale nie mam dziecka w wieku szkolnym, także nie wiem do końca, jak to wygląda. :)

      Usuń
  6. Masz rację. Żołądek to nie śmietnik i tak należy go traktować :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że to dobry projekt dla szkół

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja mama pracuje w szkole i widzi jak większość dzieci nie chce jeść owoców, a warzyw tym bardziej - marchewkami czy rzodkiewkami biją się po korytarzach. Często pod koniec dnia warzywa są rozdawane wśród pracowników, gdyż dzieci nie chcą zabrać, więc nie do końca wierzę w te statystyki. Pewnie są trochę naciągnięte. Aczkolwiek akcja jak najbardziej pozytywna. Może dzięki niej coś się zmieni.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jeśli rodzice od małego nie zaznajamiali dzieci z warzywami i owocami, to niestety im będą starsze, tym mniej ochoczo będą je spożywać. To smutne, że niektórzy nie mają co jeść, a dzieci biją się jedzeniem na szkolnych korytarzach...

      Usuń
  9. Nawet nie miałam świadomości, że są takie programy. Jestem jak najbardziej zaaa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki temu niektóre dzieci uczą się smaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie uważam, że takie smaki dzieci powinny już dobrze znać, ale niestety z moich obserwacji wynika, iż nie wygląda to tak różowo, jakbym tego chciała.

      Usuń
  11. Świetna akcja! Zdecydowanie powinno być tego więcej :) Pamiętam, jak za moich czasów w szkolnych sklepikach szkolnych były tylko słódkie drożdżówki i batoniki - najgorsze przekąski dla dzieci... Fajnie, że się to zmienia!

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.