Życie w czyimś cieniu: "Noc, kiedy umarła" - Jenny Blackhurst

Od lat mam swoich ulubionych autorów, po których twórczość mogę sięgać w ciemno, chociaż i wtedy czasami zdarzy mi się trafić na jakiś bubel, totalnie odstający od reszty książek danego pisarza. Na szczęście jestem wierna, zatem jedna wpadka nie sprawia jeszcze, że tracę sympatię do konkretnego twórcy. Niemniej co pewien czas do listy ulubionych autorów trafia ktoś nowy i po czterech przeczytanych powieściach Jenny Blackhurst, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że ta kobieta awansuje do znalezienia się w tym spisie. 

Evie Bradley skacze z klifu w dzień swojego ślubu. Dlaczego pozornie najpiękniejszy dzień w życiu kończy się tak tragicznie? Świeżo upieczony mąż wierzy, że żona żyje, gdyż jej ciało nie zostaje odnaleziony. Całą prawdę zna tylko Rebecca, jej przyjaciółka, która towarzyszyła jej od lat. Jednak wszystko komplikuje się, kiedy kobieta dostaje wiadomość o treści: "Mogłaś mnie uratować". Kto macza w tym palce? 

Noc, kiedy umarła prowokuje do rozmyślań nad ludzkim życiem i próbami ucieczki przed losem, który i tak, prędzej czy później, nas dopadnie. Mówi się, aby trzymać swoich przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej, jednak nie zawsze możemy wyczuć, kto jest kim... Nigdy nie mamy stuprocentowej pewności, czy najbliżsi nie wbiją nam noża w plecy, gdyż czasami kochamy kogoś tak bardzo, iż zdajemy się nie zwracać uwagi na jego wady. Do tego warto pomyśleć nad sensem przedkładania czyjegoś szczęścia nad swoje, a także życiem w czyimś cieniu - na dłuższą metę nie jest to zdrowe, bo kiedy w końcu emocje oraz nagromadzony żal wezmą górę, może dojść do tragedii. Zemsta potrafi zaślepić...

Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakaś książka wciągnęła mnie do tego stopnia, abym po uśpieniu dwójki dzieci, zarywała wieczór, zamiast łapać cenne minuty snu, który zostaje przerywany kilkukrotnie każdej nocy. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron akcja płynęła dość mozolnie, ale kiedy na jaw zaczęły wychodzić różne brudy z życia bohaterów, zaczęłam poznawać je z wypiekami na twarzy. Cieszy mnie to niezmiernie, ponieważ po ostatnio przeczytanej Tak cię straciłam, obawiałam się, że najnowsza powieść autorki również okaże się bardzo średnia, ale odetchnęłam z ulgą. Noc, kiedy umarła mogę postawić obok świetnej Zanim pozwolę ci wejść.

Cenię pisarzy tworzących bohaterów mocno zbliżonych do prawdziwych ludzi, którzy nigdy nie są nieskazitelnie czyści i wspaniali, a inni wstrętni do szpiku kości. Postacie kreowane przez Blackhurst posiadają paletę zalet, jak i wad - nawet ci wydający się ideałami, zawsze mają co nieco za uszami. Lubię thrillery trzymające w napięciu do ostatnich stron, kiedy nigdy nie jestem do końca pewna, co jeszcze może się wydarzyć. Co prawda, błyskawicznie domyśliłam się, co tak naprawdę łączy Evie z jej miłością życia, więc rozwiązanie nie zaskoczyło mnie w żadnym calu. Ponadto podejrzewałam, kto maczał palce w śmierci kobiety, ale nie spodziewałam się takiego zamieszania ze strony tej osoby. Zatem jeśli gustujecie w thrillerach, a nie znacie jeszcze twórczości Jenny Blackhurst, to nadróbcie zaległości, ponieważ ta kobieta potrafi utkać intrygę, mieszając czytelnikowi w głowie. 

Książka bierze udział w wyzwaniu: Pod hasłem.
Dane techniczne o książce
Tytuł oryginału: The Night She Died
WydawnictwoAlbatros
Data wydania: 18 września 2019
Liczba stron: 416
Gatunekthriller psychologiczny

24 komentarze

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Ja też uwielbiam takie thrillery, od których nie potrafię się oderwać. Muszę koniecznie przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Również czytałam tę książkę i bardzo mi się podobała. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie również porwała ta opowieść. Przysporzyła mi nieprzespanej nocy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogę pozwolić sobie na czytanie książki w nocy, bo i tak dzieciaki mi się budzą bez tego, ale wieczór zarwałam. :)

      Usuń
  4. Czytałam wszystkie, ale poprzednie bardziej mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najsłabiej wspominam "Tak cię straciłam", reszta w moim odczuciu jest na bardzo zbliżonym poziomie.

      Usuń
  5. Nie czytałam, ale widzę, że muszę rozciągnąć czas albo zmienić plany czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli znajdziesz sposób na rozciągnięcie czasu, to podziel się pomysłem, bo chętnie skorzystam! ;-)

      Usuń
  6. Miałam okazję przeczytać tę książkę (pozostałych autorstwa Jenny Blackhurst nie znam). Zakończenie mnie ukontentowało, chociaż sama w sobie nie była jakoś wybitna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że wybitna nie była, ale chyba w tym gatunku nie o to chodzi - ważne, że zaskakuje i wciąga. :)

      Usuń
  7. Słyszałam mnóstwo pozytywnych opinii dotyczących tej książki, ale nie planuję jej czytać, przynajmniej na razie. Mam chwilowy przesyt tego typu thrillerów, zlewają mi się w jedną masę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej rozumiem. W takim razie nie pozostaje nic innego, jak trochę odpocząć od thrillerów i sięgnąć po nie za jakiś czas.

      Usuń
  8. Zgadzam się, bardzo lubię wszystkie książki tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam jeszcze ani jednej książki tej autorki... Może niebawem to zmienię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam, spodobała mi się. Ogólnie lubię książki tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też dałam się wciągnąć. Świetna książka :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.