Wiara, nadzieja, miłość: "Nieświęty Mikołaj" - Magdalena Kordel

Przedświąteczna gorączka dopadła już chyba każdego, jednak warto niekiedy na chwilę przystanąć, zrobić sobie dobrą kawę i usiąść na chwilę z książką w dłoniach, nie poddając się wszechogarniającej panice. Nie mogę narzekać na nadmiar wolnego czasu, ale staram się doceniać to, co najważniejsze, w czym pomagają niekiedy bożonarodzeniowe historie, uświadamiające, na czym tak naprawdę powinniśmy się skupić. Tym razem przyszła pora na Nieświętego Mikołaja Magdaleny Kordel

Jaśmina od zawsze pragnęła otworzyć własną pracownię, w której mogłaby tworzyć cuda na drutach. Jednak poddając się miłości do Radka, inwestuje w jego marzenia, swoje spychając na boczny tor. Ignoruje ostrzeżenia babci oraz przyjaciółek, wierząc, że jej partner to idealny kandydat do wspólnego życia. Niestety jej świat rozpada się wraz z pewnym listem wręczonym przez małego chłopca, a główna bohaterka nie może słuchać o wierze, nadziei i miłości, które potrafią przetrwać najgorsze kryzysy...

Mocną bronią tej książki nie jest akcja, ale bohaterowie. Co prawda, zachowanie Jaśminy niejednokrotnie wzbudzało we mnie irytację, ale reszta postaci skradła moje serce - zaczynając od Julka i przyjaciółek głównej bohaterki, poprzez świetnego mecenasa Okonia, zakończywszy na babci Tomisi, ciotce Józefinie oraz uroczej psiej bestii. Dzięki tym osobom wybaczę nawet brak zimowego klimatu, który pojawia się dopiero na samym końcu - na szczęście z przytupem, ale jednak niemal cała akcja dzieje się w listopadzie. O dziwo, wątek miłosny pojawia się dopiero na ostatnich stronach, przy czym brałam pod uwagę raczej innego kandydata, także cieszę się, iż zostałam zaskoczona. 

Miłość bywa ślepa, jednak niekiedy warto wziąć do serca słowa bliskich, którym zależy na naszym szczęściu. Jedna osoba może być nieprzychylnie nastawiona do naszej drugiej połowy, jednak jeżeli więcej osób nie darzy jej sympatią, to dobrze byłoby poznać trzeźwiejsze spojrzenie i na chłodno przyjrzeć się swojemu związkowi. Ponadto jeśli coś nie wyjdzie, a nasza wiara sypie się jak domek z kart, to należy pamiętać, że płacz nad rozlanym mlekiem już nie pomoże - w takim przypadku trzeba wziąć ścierkę w dłonie i zabrać się za wycieranie kałuży, najlepiej w towarzystwie najbliższych.

Książka bierze udział w wyzwaniu: Pod hasłem oraz Love Actually Readathon.
Dane techniczne o książce
WydawnictwoZnak
Data wydania: 11 listopada 2019
Liczba stron: 400
Gatunekpowieść obyczajowa

19 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Mam tę książkę już w swojej biblioteczce. Na pewno do niej zajrzę w wolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam, całkiem ciekawa publikacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam do niej sporo zastrzeżeń, głównie chodzi o brak świątecznego klimatu.

      Usuń
  3. Mam 3 inne książki świąteczne do przeczytania, ale tej nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Inne świąteczne książki bardziej mnie do siebie przekonują.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawie piszesz o tej książce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda ciekawie, ale ja mam w tym roku już wystarczająco pozycji świątecznych na koncie. Może za rok :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W tym roku raczej już nie dam rady przeczytać tej książki, więc będzie musiała poczekać na przyszłe święta. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jeszcze dwie świąteczne pozycje, które przeczytam już po świętach. ;-)

      Usuń
  8. lubię tego typu książki, muszę kiedyś przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  9. przyjaciółka mi poleca, teraz trochę wolnego to będzie czas na czytanie:-0

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.