Niedaleko pada jabłko od jabłoni?: "Macochy" - Danuta Awolusi

Literatura zagraniczna nieustannie święci triumfy, a wiele osób twierdzi, że nie po drodze jest im z polskimi autorami. Ja z kolei nie zwracam żadnej uwagi na narodowość pisarzy, po jakich książki sięgam, ale ze statystyk wynika, iż to właśnie rodzime tytuły goszczą u mnie najczęściej. Mam swoich ulubionych autorów, jednak sukcesywnie staram się poznawać nowych. Do tej listy dołączyła właśnie Danuta Awolusi z książką Macochy

Nadia i Anita są siostrami, które łączą jedynie więzy krwi, ponieważ od najmłodszych lat nie utrzymują dobrych kontaktów. Kobiety różnią się pod niemal wszystkimi względami, a jedynym spoiwem zdaje się bycie macochami. Przypadek sprawia, że ich drogi splatają się ze sobą, co doprowadza do różnych sytuacji, którym ciężko stawić czoła w pojedynkę... 

Danuta Awolusi sięga po wiele różnorodnych tematów - młodocianą ciążę, anoreksję, poronienie, pracoholizm, pogoń za doskonałością, przemoc, problemy psychiczne. Lubię, gdy historia nie opiera się jedynie na jednym wątku, jednak tutaj mam wrażenie, że bycie macochą zostaje niekiedy spychane na boczny tor, a na prowadzenie wychodzi trudna relacja pomiędzy siostrami. Ponadto nie jestem przekonana do sposobu, w jaki Awolusi pociągnęła fabułę - nagle wszystko układa się niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zakończenie jest zbyt przesłodzone i ciężko mi uwierzyć, że mogłoby potoczyć się tak w rzeczywistym świecie.

Główne bohaterki to ofiary zimnego chowu - dystyngowani rodzice nigdy nie okazywali czułości zarówno w stosunku do dzieci, jak i siebie nawzajem. W jednej córce pokładali nadzieję, chociaż nie do końca pragnęła ona kroczyć ich drogą, a drugą szybko spisali na straty przez jej buntowniczą duszę. Nigdy również nie starali się, aby dziewczyny nawiązały jakąkolwiek nić porozumienia, oddalając je od siebie, jak to tylko możliwe. Czytałam to z bólem serca i jednoczesnym postanowieniem, że poruszę niebo i ziemię, aby życie moich dzieci wyglądało zupełnie inaczej. To nie pieniądze dają szczęście, ale miłość, poczucie bezpieczeństwa i otwarte ramiona rodzica.

Losy bohaterów tej książki uświadamiają, jak ogromny wpływ na dorosłe życie wywiera dzieciństwo. Sposób wychowania i budowania relacji w najmłodszych latach odzwierciedla się później, bo jeżeli nie mamy odpowiedniego przykładu na początku, to nie będziemy potrafili poradzić sobie jako osoby starsze. Chociażby dla tego wątku warto przeczytać Macochy - jeśli jesteś rodzicem, to powinieneś wziąć sobie do serca, że każde dziecko jest inne, ale KAŻDE jest tak samo ważne, wyjątkowe i cudowne. Nie wartościujmy małych istot ze względu na ich możliwości, tylko wspierajmy w tym, czego potrzebują i pragną. Dbajmy o to, żeby nasze pociechy wierzyły w siebie, dążyły do spełniania marzeń i nie spisujmy ich na straty ze względu na brak ochoty wypełniania naszych oczekiwań. 

Książka bierze udział w wyzwaniu: Pod hasłem oraz wyzwaniu czytelniczym LC jako książka, którą ktoś mi polecił.
Dane techniczne o książce
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 10 września 2019
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura obyczajowa

19 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Ależ mnie dawno nie było.. mam nadzieje, że w miarę regularnie będę mogła odwiedzać:)
    Co do książki, nie wiem, jak ten tytuł, ale autorką się jakoś nie zachwycam, dlatego nie potrafię się przekonać do jej pióra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie byłaś, jak Ciebie nie było?! :) Ja jeszcze myślę o najnowszej powieści Awolusi - chyba sięgnę. :)

      Usuń
  2. Książka gości już w mojej biblioteczkę, więc na pewno nadejdzie jej chwilę ze mną. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam jeszcze o "Macochach", ale nic dziwnego - z podobną tematyką jestem raczej na bakier. Nie przepadam też za przesłodzonymi książkami, w których wszystko dąży do szczęśliwego zakończenia. Trochę odbiera im to realności. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O przesłodzeniu historii możemy dowiedzieć się zazwyczaj dopiero wtedy, gdy po nią sięgniemy - wyczucie tego przed lekturą bywa trudne, niekiedy wręcz niemożliwe. :)

      Usuń
  4. Ciekawa recenzja interesującej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieciństwo ma kluczowy wpływ na całe nasze życie. Będę miała tę książkę na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tytuł zapisuję, gdyż Autorka - w czasie , gdy zaczynałem blogować - była moją internetową Znajomą. Komentowałem na Jej blogu, oraz głosowałem w jakimś konkursie na "Blog Roku". Ślę pozdrowienia !

    OdpowiedzUsuń
  7. Będę chciała tę książkę przeczyść, choć myślę, że nie odbiorę jej w takim stopniu jak ty.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też nie zwracam uwagi na narodowość pisarzy. Z polskiej blogosfery zasięgam rekomendacje odnośnie polskiej literatury, na zagranicznych YouTubach poznaję pisarzy zagranicznych. Pryznaję, że tych drugich jest chyba więcej, ale to dlatego, że pisarzy zagranicznych ogółem jest więcej niż polskich.
    Co do samej książki, to tym razem nie w moim guście, chociaż możliwe, że po prostu jestem zmęczona powaznymi lekturami i potrzebuję teraz czegoś lżejszego. Tak czy siak, tym razem podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wiele osób od razu mówi, że nie sięga po książki Polaków. To nieco krzywdzące.

      Usuń
  9. Słyszałam o niej wiele dobrego, ale na razie nie mam jej w planach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie słyszałam o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  11. O autorce słyszałam, choć nic nie czytałam, ale o tytule nie... Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.