Siła kobiet: "Zawód położna. Zapiski z dyżurów" - Leah Hazard

Prawdopodobnie nie potrafię zbyt obiektywnie ocenić tej książki, ponieważ tematy ciążowo-porodowo-macierzyńskie to coś, o czym mogłabym czytać na okrągło, zatem autor musiałby naprawdę pisać bardzo słabo, żebym była zawiedziona. Czasami zastanawiam się, czy w innym życiu nie byłam przypadkiem położną... ;-) Co prawda, nie jestem przekonana, czy byłby to dobry pomysł, wszak na widok krwi robi mi się słabo, za to dziwnym trafem poznawanie wszelakich szczegółowych porodowych nie robi na mnie wrażenia. Z tego względu sięgam po każdą książkę o tej tematyce, ponieważ nie potrafię się im oprzeć.

Leah Hazard po ukończeniu studiów reżyserskich, kilkuletniej pracy w szkockim oddziale BBC oraz pierwszym porodzie, postanawia przenieść się do branży położniczej. Po paru latach przyjmowania porodów w szkockim szpitalu postanawia podzielić się swoimi doświadczeniami z szerszym gronem. Przedstawia nie tylko blaski i cienie tego niezwykle ciężkiego zawodu, ale także historie wyjątkowych kobiet, wydających na świat nowe życia...

(...) wzdrygnęłam się na wspomnienie pierwszych dni macierzyństwa: zaćmienie mózgu z niewyspania, napady przeszywającego bólu, przemożne uczucie do dziecka podszyte coraz silniejszym podejrzeniem, że choćbym starała się ze wszystkich sił, nie zdołam usłać mu życia różami.*

Kiedy mówimy o pracownikach służby zdrowia to myślimy głównie o lekarzach, jakby zapominając o tych (najczęściej) kobietach, nieco niższych szczeblem, które wykonują największą robotę. W przypadku oddziału ginekologiczno-położniczego to one co parę minut przychodzą, aby przeprowadzić masę różnorodnych czynności, o których niekiedy nawet nie zdajemy sobie sprawy. Tak naprawdę lekarz znajduje się jedynie przy cięciu cesarskim i ewentualnie porodu obarczonego komplikacjami. To położne czuwają, monitorują i towarzyszą w tym najtrudniejszym czasie. 

Przyznam szczerze, że czytając zmagania autorki ze stresującymi wydarzeniami, a nawet poznając zwykły dzień z porodówki, czułam zmęczenie, a przecież mnie tam nie było... To uświadamia, jak wiele zmian powinno jeszcze pojawić się w szpitalnej rzeczywistości, aby te kobiety nie musiały tak dużo pracować, w zamian dostając pensję zdecydowanie nieproporcjonalną do wysiłku, jaki codziennie pokonują. Najmniejszy błąd może okazać się tragiczny w skutkach, a położne są przecież tylko ludźmi, który niejednokrotnie potrafi coś przeoczyć. Nie pomaga w tym brak czasu na zjedzenie jakiegokolwiek posiłku i skorzystanie z toalety, ogrom dokumentacji do wypisania na JUŻ, zbyt duże obłożenie porodówek i konieczność odsyłania kobiet do domu, a przy tym braki kadrowe.

Przewracanie kolejnych stron sprawiało, że nieustannie przenosiłam się myślami i uczuciami do swoich okołoporodowych wspomnień; szpitala, w którym rodziłam, a także wszystkich ludzi, na jakich mogłam polegać w tamtym miejscu. Takie lektury oraz wypowiedzi różnych osób dookoła utwierdzają mnie w przekonaniu, że wybór tego, a nie innego, szpitala był strzałem w dziesiątkę. Choć zdarzały się wyjątki wśród personelu, które nie powinny tam pracować, to jednak praktycznie wszyscy zasługują na brawa i podziękowania. To właśnie oni sprawili, że po pierwszym porodzie nie doznałam traumy, a wręcz przeciwnie - wiedziałam, iż drugie dziecko urodzę tylko tam. A może za kilka lat pojawię się tam ponownie...

Zawód położna. Zapiski z dyżurów to lektura, która wywołała we mnie masę emocji. Od radości związanej z pojawieniem się maleńkich istot, poprzez smutek spowodowany ciężką sytuacją rodzących i kiepskim stanem noworodków, jak i złością na ten chory system, który nie wygląda tak, jak powinien. Może sam styl autorki nie jest górnolotny i idealnie dopracowany, ale nie jest ona zawodową pisarką, a dla mnie w takiej lekturze ważniejszy jest przekaz, reszta schodzi na drugi plan. Żałuję jedynie, iż w niektórych przypadkach nie wiem, jak potoczyły się losy pacjentek, ale w zasadzie nie wie tego nawet Leah Hazard, także mogę jedynie trzymać kciuki - nie tylko za te kobiety, ale każdą z nas, bo codziennie pokonujemy heroiczną walkę.

* cytat ze str. 119
Książka bierze udział w wyzwaniu: Pod hasłem oraz wyzwaniu czytelniczym LC jako książka, którą ktoś mi polecił.
Dane techniczne o książce
Tytuł oryginału: Hard Pushed: A Midwife’s Story
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 5 czerwca 2019
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura faktu

20 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Czuję, że ta książka we mnie również wywołałaby wiele emocji, gdyż znam różne położne... To temat rzeka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie masz zbyt dobrych wspomnień? Oj, utwierdzam się w przekonaniu, że pod tym względem byłam szczęściarą i to dwukrotnie!

      Usuń
  2. Jak każdy zawód szpitalny niestety nie jest lekki i finansowo opłacalny a odpowiedzialność duża. raczej nie skusze się na książkę, bo mnie ta tematyka niestety nie zaciekawia.

    Ps córka mojego kuzyna uczy się na położną...podziwiam ją 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również podziwiam ją. Poleć jej tę książkę - myślę, że powinna być zadowolona.

      Usuń
  3. Siostra ją czytała i również była zadowolona z lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często piszesz o siostrze, a ja wolałabym dowiedzieć się, czy CIEBIE interesuje ta książka. :)

      Usuń
  4. Tematyka książki zdecydowanie mnie interesuje, także będę miała ją na uwadze. 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Być może lektura by mnie zainteresowała, gdybym miała na koncie podobne doświadczenia. Nie mam jednak dzieci, więc temat jest mi obcy, a znając moje skłonności nerwicowe, tylko bym się zestresowała samą perspektywą, więc tym razem dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro nie masz porodu za sobą, to faktycznie może na razie odpuść. ;-)

      Usuń
  6. Nie wiem czy to najlepszy moment dla mnie na czytanie takich książek. Chyba za dużo emocji wywołałaby we mnie, więc na razie ją sobie odpuszczę, ale kiedyś przeczytam :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jak najbardziej rozumiem. Jednak jeśli nadejdzie ten lepszy czas, to naprawdę zachęcam.

      Usuń
  7. Mam w planach. Moja pra - pra babka była akuszerką. A i położnych sporo znam. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za świadomość takich rzeczy - ja kompletnie nie wiem, kim byli moi pradziadkowie... Może dlatego, że dziadkowie tak szybko umarli, że nie miałam okazji dowiedzieć się tego.

      Usuń
  8. Ja spasuję, bo mnie w porównaniu z Tobą tematy okołoporodowe trochę przerażają. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić porodu na sobie, a na same próby wyobrażenia mam dreszcze. Może kiedyś. :P

    OdpowiedzUsuń
  9. aaa, uwielbiam takie medyczne kliaty! *.*

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.