Koniec bywa początkiem: "Odległe brzegi" - Kristin Hannah

Polacy zakochali się w Wielkiej samotności oraz Słowiku od Kristin Hannah, jednak ja nie czytałam jeszcze tych najbardziej znanych tytułów. Za to mam za sobą cudowną Nocną drogę, która jest jedną z najlepszych powieści przeczytanych przeze mnie w tym roku (o ile nie najlepszą!), a także Prawdziwe kolory - bardzo dobrą historię, chociaż niepozbawioną wad. Jej twórczość tak bardzo przypadła mi do gustu, iż postanowiłam sięgać po nią w ciemno...

Elizabeth i Jack to małżeństwo z wieloletnim stażem, wzbudzające zazdrość i podziw wśród znajomych. Kobieta zawsze trwała u boku męża, rezygnując ze swoich marzeń oraz pragnień na rzecz ukochanego i dwóch córek. Kiedy dziewczyny wyprowadziły się z domu, główna bohaterka uświadomiła sobie, że uzależniając całe życie od innych, zrezygnowała z samej siebie. Z kolei mąż w końcu zaczyna ponownie wchodzić na szczyt swojej kariery, oczekując, że żona jak zawsze pójdzie za nim. 

(...) przypomniał sobie, jak szybko życie może przejść człowiekowi koło nosa, jak łatwo stracić z oczu to, co naprawdę się liczy, zwłaszcza jeśli przez cały czas myśli się tylko o przyszłości. *

Losy Elizabeth i Jacka uświadamiają, że niekiedy koniec bywa nowym początkiem, a czasami trzeba coś stracić, żeby docenić swoje życie i wprowadzić do niego niezbędne zmiany. Ponadto branie pod uwagę potrzeb innych osób jest bardzo ważne, ale nie można przy tym zatracić samego siebie, rezygnując ze wszystkiego na rzecz bliskich, bo na dłuższą metę nie przyniesie to pożytku nikomu. 


Gdybym na pierwszy raz z twórczością Hannah wybrała Odległe brzegi, to podejrzewam, że to byłoby moje jedyne spotkanie z tą pisarką. Niesamowicie długo czytałam tę książkę - pierwszą połowę dosłownie męczyłam. Później było nieco lepiej, ale to pewnie dlatego, że już widziałam światełko w tunelu w postaci zbliżającego się zakończenia. Naprawdę aż ciężko mi uwierzyć, iż ta zwyczajna, bezpłciowa historia wyszła spod pióra autorki, która potrafiła doprowadzić mnie do łez, a to w zasadzie prawie się nie zdarza. 

Spodziewałabym się po tej opowieści nie tylko wyciskacza łez, ale głębokiej historii, oddziałującej na emocje i niepozbawionej zwrotów akcji. Niestety tego wszystkiego mi zabrakło, a do tego doszło zakończenie, które jest zbyt bajkowe. Marne szanse, aby w prawdziwym życiu wszystko poszło nagle tak gładko... To zdecydowanie nie ta Kristin Hannah, jaką pokochałam.

* cytat pochodzi ze str. 406


Dane techniczne o książce
Tytuł oryginału: Distant Shores
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 12 sierpnia 2020 (wznowienie)
Liczba stron: 408
Gatunek: powieść obyczajowa
Te i inne książki dla kobiet znajdziecie w księgarni:

8 komentarzy

Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad pod tym postem. Bardzo cenię wszelkie komentarze, ponieważ to one motywują mnie do dalszej pracy nad blogiem. Jest to miejsce, w którym dzielę się z Tobą swoimi spostrzeżeniami, dlatego chętnie poznam Twoją opinię.
Dlatego pisz Gościu, pisz...

  1. Szkoda, że czujesz się zawiedziona. Ja nie czytałam jeszcze nic tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej będę omijać. Ale recenzja rzetelna - to fakt. Ja teraz idę ściśle w stronę historii. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na razie mam w domu "Słowika" tej autorki, ale jeszcze nie doczekał się przeczytania. Szczerze mówiąc ciekawa jestem jak odbiorę twórczość tej pisarki, bo słyszałam sporo skrajnych opinii na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o autorce wiele dobrego, ale widzę, iż ta pozycja nie do końca Ci przypasowała. Ja jeszcze nie miałam okazji bliżej poznać pióra autorki, ale z pewnością nadrobię to w wolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że ta książka tak bezpłciowo wypadła. Ponieważ twórczość autorki wciąż jeszcze przede mną, będę pamiętać, by tego tytułu nie brać sobie na początek. Może autorka się wypaliła?

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna okładka, ale widzą po Twojej recenzji, że gdy będę mieć okazje to wezmę się za inne książki tej autorki.
    weuczyta

    OdpowiedzUsuń
  7. To takie szczególne rozczarowanie, gdy zawodzi autorka, która wcześniej wzbudziła takie wielkie emocje. Trzymam kciuki żeby inne powieści były powrotem do tego, co w Hannah doceniłaś :) U mnie jej książki są gdzieś w planach, ale tych bardziej odległych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam wcześniej "Słowika" i byłam nim zachwycona, po przeczytaniu tej recenzji teraz zaczęłam się zastanawiać czy sięgnąć w ogóle po "Odległe brzegi". Hm..

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.